czwartek, 19 maja 2011

Gdy zbliza sie koniec, koniec wiosny

Gdy jacarandy* na nowo staja sie fioletowe, a bujna, krotko przystrzyzona trawa pokryta jest opadem filetowych kwiatow, gdy mozna zobaczyc czerwone drzewo..

fioletowe kwiaty

czerwone drzewo

Robi sie coraz cieplej, co moze przejsc nawet i niezauwazone.. gdy czasem brakuje tlenu w powietrzu.. gdy tak jak, w tym,  jak i poprzednim tygodniu temperatura faluje od dwudziestu paru do trzydzistu kilku stopni..

Gdy po 36 stopniowym dniu, powietrze w koncu  nie wytrzymuje i musi byc juz ta super krotka i obfita ulewa, ta przelotna burza..

Gdy na rynku pelno jest dziwnych nieznanych pomaranczowych owocow, gdy pojawiaja sie te ogorki, ktore ogorkami nie sa.. gdy mozna juz tylko niekiedy dostac truskawi, bo to wlasciwie juz po sezonie.. i gdy autobusy sa pelne podrostkow wracajacych z oceanicznej plazy..

dlugi nie-ogorek (armenian cucumber) i popularna forma jego podawania: starty w formie wodnej a'la zupy z dodatkiem oregano


.. to wlasnie wtedy wiadomo ze zbliza sie koniec, koniec wiosny..

A tegoroczny Mawazine** juz wkrotce..
_____________________________________
* pisalam o jacarandach tu: Jest niebiesko
** o zeszlorocznym festiwalu Mawazine mozna znalezc pod etykieta: festiwale i wydarzenia

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Z cyklu osobowosci Rabatu

Autobus w kwietniowym Rabacie. Powietrze nadal jest rzeskie. Dzięki Bogu juz i jeszcze jest wiosna. Wyczerpana siedzę w autobusie, który z ogrodów Sale podarza w stronę mediny Rabatu. Po drodze konstrukcja mostu pod tramwaj nadal w toku. I nagle pojawia się osobowosc. Autobusowa. Oczywiście autubusy Rabatu w osobowości obfitują, toteż nie jestem zaskoczona. Przywykłam. Czekam na pokaz. Gapie się, nie jak pozostali pasażerowie zerkający z pól-oka, udający ze niczego nie dostrzegaja, ze nic sie nie dzieje, ze nic się zaraz nie wydarzy. Nasz mezczyzna ma na oko 53, moze 55 lat.

Twarz ktora została potraktowana przez slonce w taki sposob w jaki zwykle to bywa. Skora jest sucha, brazowa, ze  żłobieniami. Nasz mezczyzna jest skupiony, niedaleko mu do pol-transu. Skoncentrowany. Rozpina stara, zuzyta torbe i wyjmuje intstrument. Zaskoczyl mnie. To nie instrument tradycyjny, to skrzypce! Stare, zuzyte, ledwo zywe. Na krawedziach starte az do golego drewna bez lakieru. Bardzo wysluzone. Wpoprzek wzmocnione, za przeproszeniem, giałą gumą do gaci, ktora to utrzymuje najwidoczniej instrument w jednej calosci. Skrzypce w swojej gornej partii, tam gdzie pokretła do dostrajania, znowu obwiazane i oplecione - tu bialym drutem kilka razy.
Przymruzone oczy, dostrajanie, usmiechy posylane sobie samemu i do siebie tylko skierowane, lub moze to czesc wykonania, trudno to stwierdzic. Wschuchiwanie sie w pojawiajace sie dzwieki. Jeszcze kilka pociagniec za struny i grajacy uznaje ze wystarczy. Wyjmuje smyczek zrobiony z kawalka metalowej anteny radia, obklejonej w kolorowe odcinki - pomaranczowe, zielone, czerwone - za pomoca tasmy izolacyjnej, uzywanej w Polsce przez chlopakow do oblejania kol w rowerach w kolorowe trojkaty. Z czego zrobiona byla czesc grajaca? Nie wiem. Kolorowa byla na pewno uchwytem. Był to smyczek w formie łuku.

Skrzypce zostaly ustawione w pozycji kontrabasowej, wsparte na kolanie grajacego i tak tez na nich zagrano, jak na kontrabasie.
Przymruzal oczy, czekal na wlasciwy moment. Ten nadszedł po kilku chwilach. I zagral, choc naprzeciwko siedział chudy uczeń szkoly srednej zanurzony w lekturze 'Jude the Obscure' w jego oryginalnej, angielskiej wersji. Muzyk na to nie zwazal, musial grac. Uczeń tez się dzwiekami nie przejal, z uporem maniaka czytal.

Zaczał spiewac, choc to nie oddaje tej czynności. Spiewal znana piosenkę, ukazując stan uzębienia, który byl powaznie zdewastowany iloscia codziennie, zdawaloby sie, spozywanego cukru, najpewniej w herbacie, przez te wszystkie lata jego zycia, ktorych historii nie poznamy. Pewne ze nie mial górnej prawej dwojki i trojki, reszta uzebienia tez nie byla lepsza, ale to bylo juz niewazne. Gral dobrze. Mi sie podobalo. Mlody kierowca autobusu krzyknal zuchwale 'iłła' - cos jakby dla przekory, dla żartu na poczatek, gdy czas poderwac nogi do tanca.  Okrzyk owy natomiast dodal odwagi pewnemu mlodziakowi na przedzie, ktory przy kolejnej zwrotce zabeczal jak owca.

Dalej juz grajacemu nie przeszkadzano. Minelo kilka minut i ukonczyl. Powstal, przeszedl sie po autobusie i pozbieral datki. Na kolejnym przystanku wysiadl. Za bilet, wiadomo, nie placil.



poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Zjawy nocy

z siatkami pełnymi zakupów, powrót do domu

przed głównym dworcem kolejowym - Rabat Ville - który przypomina mi olbrzymi tort-kremówkę

człowiek bez głowy i nadjeżdżający znikąd rowerzysta, Katedra w tle

nawet tej nocy kot był jakiś dziwny, jakiś niewyraźny

centrum "francuskiego" Rabatu i zjawa wielkiego minaretu w oddali

nocą ludzie przesuwają się po mieście jak zjawy 

nocą to co białe, białym pozostaje

razem, po tylu latach

a daleko poza centrum, kawiarnia Susana jeszcze otwarta, choć czas już na sen bardziej niż na kawę

powrót do domu

wtorek, 22 lutego 2011

Legendarna Casablanca i jej legendarny meczet

W zeszlym tygodniu korzystajac z kilku dni wolnych od pracy wybralam sie do Casa.
Ponizej zapraszam na zbieranine zdjec z symbolu miasta - olbrzymiego meczetu, jednego z najwiekszych na swiecie, wedlug niektorych zestawien piatego co do wielkosci.

znak zaraz przy stacji kolejowej Casa Port, do ktorej z Rabatu dotrzec mozna w 50 minut.

u podnoza olbrzyma

 wieza - minaret, 210 metrow co czyni go najwyzszym na swiecie, obecnie..

zeby poczuc jak wielka jest budowla, trzeba po prostu znalezc sie w jej poblizu. zdjecia w zaden sposob tego nie oddaja

trudno sie fotografuje ten obiekt, a to nie miesci sie w kadrze, a to wychodzi krzywo..

zapada zmrok..

sobota, 5 lutego 2011

W ogrodzie botanicznym

tzw. część meksykańska: żwirek i bardzo dużo kaktusów

ogród w stylu andaluzyjskim, jeszcze pustawy, świeżo po założeniu

kobierce dopiero zaczęły się zadomawiać..

obowiązkowa w każdym ogrodzie andaluzyjskim roślina - jaśmin - oryginalnie pochodząca z Persji

Ogrod z ktorego pochodza te zdjecia jest olbrzymi, znajduje sie w centrum Rabatu. Jardin d'Essais nadal jest niedostepny. Pozostaje zamkniety i tylko ogrodnicy, inzynierowie krajobrazu i biolodzy kreca sie wszedzie wokoło. Sprzątają, sadza, planuja. Ogrod zalozony na poczatku wieku przez Francuza, tego który projektował rowniez roslinnosc stolicy Maroka na poczatku zeszlego wieku tu mial swoje male laboratorium. Ogrod byl miejscem gdzie sprowadzane rosliny, czy to z Brazylii, Wysp Kanaryjskich czy z odleglej Australii byly oswajane z lokalnym klimatem, gleba. Krotko mowiac to tu sprawdzano czy "sie przyjma".
Latami ogród był zaniedbywany. Brakowało funduszy na jakiekolwiek zmiany, wszystko zarastało a nielegalne domy wraz z ich mieszkańcami, wbudowane już wewnątrz ogrodu straszyły i nie było można prawnie nic na to poradzić. Do czasu.. Zmiany przyniósł rok 2009 i tylko patrzeć jak ogród zostanie całkowicie uporządkowany i otwarty dla mieszkańców.
Wszystkie zdjęcia tego posta udostępnił mi mój japoński znajomy, z którym to miałam okazje zobaczyć ogród od wewnątrz. Były plany aby w jeszcze niezagospodarowanej jego części  utworzyć właśnie ogród japoński, tradycyjny, taki z prawdziwego zdarzenia. I choć jak to się wyraził mój znajomy: " Jest to bardzo ważne dla kultury Japonii" to już tak BARDZO WAŻNE dla kultury Maroka nie jest, gdyż, sprawa stanęła pod znakiem zapytania. Szkice projektu są, ale funduszy nie ma, bo jak tu znaleźć kolejne kilka tysięcy euro na same tylko głazy i kamienie, tak nieodzowne przecież w każdym japońskim ogrodzie.. i rośliny i domek ceremonii herbaty.. ?

niedziela, 30 stycznia 2011

Notka do Czytelników

Ze względu na tzw. brak czasu wolnego postanowiłam nie zamykać bloga, a ograniczyć go do publikacji zdjęć wyłącznie. Mam nadzieję że znajdą się Odbiorcy na tą nową formę bloga. Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

sobota, 15 stycznia 2011

Marokańska codzienność - zdjęcie

pomarańczowe, zwisające z wysokich murów, porastające drzewa, wplecione w inne krzewy, rosną sobie i opanowują wszystko - intensywne pomarańczowe zimowe kwiaty

wtorek, 11 stycznia 2011

Stare drzewo


Przemijające pory roku. Czas go nie obchodzi, pory roku go nie dotykają. Ma czas i niczemu się nie dziwi. I czasem tylko słucha dziwnych opowieści opowiadanych w cieni jego gałęzi. Spotyka na krotka chwile ludzi którzy lubią narzekać, którzy lubią się śmiać, którzy lubią plotkować. Drzewo zna ludzkie charaktery. Nasłuchało się nie jednego, ale ta ostatnia historia była więcej niż ciekawa, więcej niż nieprawdopodobna i więcej niz zwyczajnie po marokańsku, jak to często bywa, wyssana z palca.


A było to tak. On i ona. I dziecko.

- A teraz co? Jego nie ma. Gdzie jest?
- Za granica pracuje, przecież bogaty i dobrze wykształcony.
- Nie, nieprawda, tylko tak mówią.
- Studiuje, robi może gdzieś doktorat, może w Stanach?
- Nie, nieprawda, tylko tak mówią.
- Przecież go odwiedzała, rok temu była.
- Nie, nieprawda.
- To co? Dawno go tu nie widziałem. 
- No rozwodzą się.
- Tak, co na pewno?
- No, może i już rozwiedli, kto to wie dokładnie..
- Na pewno?
- No, na pewno przecież mowie.
- Wiec co?
- No bo to przez nią. On się z nią rozwiódł.
- Aha.
- No.
- A co, kłócili się?
- Nie.
- Bo ona była już za granica, i wszędzie i nie ma ratunku.
- Ze co?
- Umrze. Ma raka w pochwie. Bo doktor jej powiedział: Jak jeszcze raz będziesz się kochać to umrzesz. Wiec on potrzebuje sexu. I się z nią rozwiódł.
- Tak? Nie wierze..
- Tak, dlatego była za granica, ale nie mogą już jej pomoc. Wiec on się z nią rozwiódł, bo ona nie może się już kochać. Teraz rozumiesz?
- Tak..

A historia ta jest prawdziwa, co wie drzewo, bo przecież słuchało. Tylko czasem trudno się takich historii słucha, bo są to historie prawdziwe, a jakże!, bo opowiadane, a ze z prawda rzeczywista maja rozbieżności to już zupełnie inna historia..

__________________________________________________

* w rzeczywistości  w owej historii  rozwód jest, nie ma natomiast żadnego raka i umierania, na szczęście

niedziela, 2 stycznia 2011

Marokańska codzienność - zdjęcie

jedna z bram Rabatu pierwszego stycznia 2011 roku - Bab al-Had

Wraz z tym całkiem noworocznym zdjęciem chciałabym życzyć wszystkim Czytelnikom bloga - DOBREGO NOWEGO ROKU pełnego nowych marzeń , planów i nadziei !

czwartek, 30 grudnia 2010

Grudniowy ogród


Grudniowy ogród to ten sam ogród co zawsze.* Ogród którego nikt się nie spodziewa w miejscu w którym on jednak istnieje. Ten który lubię najbardziej w Rabacie, do którego często wracam.
Dość mały, wiekowy i z tą niepowtarzalną atmosterą spokoju i odseparowania od reszty świata, świata zewnętrznego, tego za murami.
Ogród pozostaje ten sam, choć zawsze mnie zaskakuje, ilektoć przychodzę tu znowu.. po 2 tygodniach, po miesiącu. Wszystko się w nim zmienia. Przebudowuje się, ale jak każdy dobry ogród pokazuje on rośliny w każdym sezonie i ma zawsze coś w zanadrzu.


Ogród jest zadbany, ma swoich ogrodników, ma swoich strażników-ochroniarzy, tych wesołych dziadków i znużonych facetów, spacerujących w tą i z powrotem.. by jego, ogrodu, nie zadeptać.. nie zapomnieć, by był takim jakim jest teraz, lekko zaniedbanym, zdawałoby się że dzikim i oddanym roślinom, a jednak pielęgnowanym gdy bramy ogrodu zamykane są każdego wieczora..
A jeśli znajdziemy gdzieś przypadkiem pozostawioną szklaneczkę herbaty, to proszę jej nie dopijać.. Ktoś zaraz do niej wróci, bo tu herbatę można pić godzinani. To trudna sztuka. Lata praktyki. I mogę zaświadczyć że herbata będzie na pewno bardzo mocna, słodyczą cukru przykrywająca gorzkość herbacianych liści.
Pozostawmy więc herbatę tam gdzie ją znaleźliśmy, oczekujacą na swojego ogrodowego strażnika..



Dobry ogród, taki prawdziwy, zaczarowany, ma swoje koty, takie duże, niedbale spacerujące wśród zarośli, takie koty zbyt obyte z elementem ludzkim, na który już nie zwracają specjalnej uwagi, niedbale rzucając turystom znudzone spojrzenia.
Mały kotek. Nie zginie tu. Ma swoich opiekunów. Ktoś da mu mleka, ktoś będzie głaskal bez końca, ktoś będzie obserwował jeszcze nieporadne kocie kroki, ktoś w końcu wsunie małego kociaka do dużej wygodnej kieszeniu firmowego uniformu i rozpocznie od nowa niekończący się ogrodowy patrol.. 
________________________________________
* pisałam o tym ogrodzie w poście: Oaza spokoju w centrum miasta