Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marokańczycy za granicą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marokańczycy za granicą. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 stycznia 2012

O mojej matce - Tahar Ben Jelloud

Ksiazka Tahar'a pokazuje Maroko ludzi, to dawne i to obecne. Skupia sie na losach zycia kobiety, ktorej ostatnie dni ciagna sie, placza i majacza. Matka odchodzi, a wraz z nia odchodzi przeszlosc.
Historia zycia matki to dawne Maroko, gdzie zycie kobiety wyznaczone bylo kolejnymi malzenstwami i narodzinami dzieci.
Jest tez w ksiazce obecne Maroko, czyli chora matka i pracownice domowe. Male konflikty i oszustwa. Nudna codziennosc.

Tahar porownuje swoja matke i relacje z nia do matki i relacja jaka z nia utrzymuje jego francuski znajomy. Pisarz wprowadza nas tym samym w porownanie Maroka i Zachodu (tu limitowane do Francji, bo nie sadze aby autor wiedzial cos o innej Europie, tej tradycyjnie nie nazywanej Zachodem..).

Ksiazka dobrze napisana, choc nie jest to moze wybitne dzielo literatury. Na pewno polecilabym ja komus kto interesuje sie kultura Maroka, zyciem w medinie Fes'u.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Asilah tego roku

Asilah tego roku nie będzie taka jak w przyszłym. Teraz jest taka. Jest artystyczna. Trzeba pokręcić się po małych, przytulnych uliczkach. Pozakręcać za rogiem, przejść przez wszystkie luki i bramy. Trzeba obejść i obłapić okiem. Trzeba sprawdzić gdzie jeszcze coś wymalowano. Za rok poleją to białą farbą i nici z oglądania. Za rok będą nowe ulotne, roczne dzieła sztuki na murach starego miasta, malutkiego, cichego miasta, całkiem łatwego do umiejscowienia gdzieś tam w południowej Hiszpanii.. Białego, schludnego, spokojnego. Wypoczynkowego.
Tymczasem Asilah leży gdzieś pomiędzy Tangerem a Rabatem, jeśli z małą dokładnością ją umiejscawiać, na wybrzeżu oceanu, tam gdzie dzieci i wycieczki szkolne zwykły mieć miejsce, tam gdzie stara medyna jest już prawie całkiem wykupiona przez obcokrajowców. Domy obecnie głównie letniego wypoczynku, szczególnie popularne wśród Hiszpanów.
O i kolejny numer telefonu wymalowany na ścianie – na sprzedaż i numer komórki..
Białe schludne domki i uliczki, czyste, pełne wesołych turystów latem. Drogo. Drogo. Ceny przygotowane dla zagranicznych ‘marokańczyków’, którzy mają zasobniejsze portfele i nie dbają tak bardzo o ceny napojów i przekąsek..
Dla mnie to miasto trochę małe i nudnawe w swojej schludności. Nieco wymarłe, a mam tu na myśli, w tym opisie, jedynie starą część miasta.

Asilah w odsłonie 2010
_____________________________________
* Asilah Arts Festival odbywa się corocznie w miesiącu sierpniu
* dziś grudniowy Rabat był słoneczny ze swoimi 24' ciepła, takie małe wspomnienie lata przez zimnem zimy :)

środa, 15 września 2010

Wakacyjne powroty i odjazdy

Co roku w wakacje każdy z nas ma urlop, chyba że jeszcze się uczy, wtedy to ma wakacje w wakacje, hmm tak mniej więcej.. Także Marokańczycy mieszkający za granicą mają swoje urlopy, które prawie jednomyślnie, tak jakby się specjalnie umówili, spędzają w ojczyźnie. Powracają do swoich pustych i czekających na nich domów oraz do swoich wielopokoleniowych rodzin. Wracają na urlop, na trochę tylko i potem z powrotem do tego drugiego życia, do tej jakby drugiej rzeczywistości, do pracy po prostu. Do Europy.

Jako że Marokańczycy to prawie zawsze muzułmanie, więc obowiązuje ich ramadan – miesiąc postu, gdy od wschodu do zachodu dzień będzie upływał bez wody i pożywienia. Noc będzie czasem jedzenia.

W tym roku ramadan przypadł po raz kolejny na okres trudny, gdy gorące lato i jego długie dni, wymagały więcej wysiłku od poszczących. Zawsze łatwiej pościć nie samemu, lecz z innymi. Łatwiej też pościć gdy ma się urlop i gdy nie idzie się do pracy. Właśnie dlatego część Marokańczyków wybrała urlop w okresie ramadanu, właśnie w Maroku. 11 sierpnia do 10 września.

Preferowany sposób dotarcia do kraju przeznaczenia: samochód. A w nim? Upchnięta cała rodzina i wszystko co się da.. nie pomijając tego co po przybyciu można spieniężyć, i w ten sposób odnaleźć dodatkowe wolne miejsce w aucie, pozwalające zrealizować zakupy tańszej, bo tutejszej żywności, zabieranej w drodze powrotnej ze sobą.. do Francji, Holandii.. Beligii..*
___________________________________________
* podczas 40 minut z aparatem w ręku, nieco jak otumaniony paparazzi wyczekując na moście, nad pobliską mi autostradą, naliczyłam „obładowane” samochody na tablicach z Francji (5) oraz Belgii (1), Holandii (1) i Włoch (1).