Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 maja 2011

Gdy zbliza sie koniec, koniec wiosny

Gdy jacarandy* na nowo staja sie fioletowe, a bujna, krotko przystrzyzona trawa pokryta jest opadem filetowych kwiatow, gdy mozna zobaczyc czerwone drzewo..

fioletowe kwiaty

czerwone drzewo

Robi sie coraz cieplej, co moze przejsc nawet i niezauwazone.. gdy czasem brakuje tlenu w powietrzu.. gdy tak jak, w tym,  jak i poprzednim tygodniu temperatura faluje od dwudziestu paru do trzydzistu kilku stopni..

Gdy po 36 stopniowym dniu, powietrze w koncu  nie wytrzymuje i musi byc juz ta super krotka i obfita ulewa, ta przelotna burza..

Gdy na rynku pelno jest dziwnych nieznanych pomaranczowych owocow, gdy pojawiaja sie te ogorki, ktore ogorkami nie sa.. gdy mozna juz tylko niekiedy dostac truskawi, bo to wlasciwie juz po sezonie.. i gdy autobusy sa pelne podrostkow wracajacych z oceanicznej plazy..

dlugi nie-ogorek (armenian cucumber) i popularna forma jego podawania: starty w formie wodnej a'la zupy z dodatkiem oregano


.. to wlasnie wtedy wiadomo ze zbliza sie koniec, koniec wiosny..

A tegoroczny Mawazine** juz wkrotce..
_____________________________________
* pisalam o jacarandach tu: Jest niebiesko
** o zeszlorocznym festiwalu Mawazine mozna znalezc pod etykieta: festiwale i wydarzenia

sobota, 15 stycznia 2011

Marokańska codzienność - zdjęcie

pomarańczowe, zwisające z wysokich murów, porastające drzewa, wplecione w inne krzewy, rosną sobie i opanowują wszystko - intensywne pomarańczowe zimowe kwiaty

czwartek, 30 grudnia 2010

Grudniowy ogród


Grudniowy ogród to ten sam ogród co zawsze.* Ogród którego nikt się nie spodziewa w miejscu w którym on jednak istnieje. Ten który lubię najbardziej w Rabacie, do którego często wracam.
Dość mały, wiekowy i z tą niepowtarzalną atmosterą spokoju i odseparowania od reszty świata, świata zewnętrznego, tego za murami.
Ogród pozostaje ten sam, choć zawsze mnie zaskakuje, ilektoć przychodzę tu znowu.. po 2 tygodniach, po miesiącu. Wszystko się w nim zmienia. Przebudowuje się, ale jak każdy dobry ogród pokazuje on rośliny w każdym sezonie i ma zawsze coś w zanadrzu.


Ogród jest zadbany, ma swoich ogrodników, ma swoich strażników-ochroniarzy, tych wesołych dziadków i znużonych facetów, spacerujących w tą i z powrotem.. by jego, ogrodu, nie zadeptać.. nie zapomnieć, by był takim jakim jest teraz, lekko zaniedbanym, zdawałoby się że dzikim i oddanym roślinom, a jednak pielęgnowanym gdy bramy ogrodu zamykane są każdego wieczora..
A jeśli znajdziemy gdzieś przypadkiem pozostawioną szklaneczkę herbaty, to proszę jej nie dopijać.. Ktoś zaraz do niej wróci, bo tu herbatę można pić godzinani. To trudna sztuka. Lata praktyki. I mogę zaświadczyć że herbata będzie na pewno bardzo mocna, słodyczą cukru przykrywająca gorzkość herbacianych liści.
Pozostawmy więc herbatę tam gdzie ją znaleźliśmy, oczekujacą na swojego ogrodowego strażnika..



Dobry ogród, taki prawdziwy, zaczarowany, ma swoje koty, takie duże, niedbale spacerujące wśród zarośli, takie koty zbyt obyte z elementem ludzkim, na który już nie zwracają specjalnej uwagi, niedbale rzucając turystom znudzone spojrzenia.
Mały kotek. Nie zginie tu. Ma swoich opiekunów. Ktoś da mu mleka, ktoś będzie głaskal bez końca, ktoś będzie obserwował jeszcze nieporadne kocie kroki, ktoś w końcu wsunie małego kociaka do dużej wygodnej kieszeniu firmowego uniformu i rozpocznie od nowa niekończący się ogrodowy patrol.. 
________________________________________
* pisałam o tym ogrodzie w poście: Oaza spokoju w centrum miasta

wtorek, 30 listopada 2010

Pora deszczowa

Jesień, jeszcze nie zima. Leje, nie powiem że codziennie, ale coraz częściej chmury nadciągające znad Oceanu,  przynoszą zawsze to samo - deszcz. Rabat ulokowany jest na wybrzeżu i ma to swoje skutki. Jest zielony i chłodny latem (jak na Maroko). Da się tu przetrać lato. Rabat jest także bardzo deszczowy późną jesienią i zimą, czasem i wiosną. Aby ten  Rabat był zielony rośliny muszą mieć wodę i właśnie teraz korzystają z niej pod dostatkiem, a komunikacja ulega sparaliżowaniu czasami.. jak dziś na przykład.

Poniedziałek był nieco deszczowy, a nieprzerwanie lało od poniedziałkowej nocy. I to wystarczyło. Nie działa największe lotnisko w kraju, to w Casablance. Połączenie drogowe zerwane pomiędzy Casablanką a stolicą, dwoma najważniejszymi miastami. Pociąg także nie był w stanie pokonać tej trasy. Niektóre drogi miejskie stały się nieprzejezdne. Autostrada przy Rabacie i Casablance była dziś nawet darmowa, a miało to zmiejszyć zatłoczenie w centrum.

Na zajęciach tematem numer jeden była zalana Casablanca.  Wracając dziś wieczorem z centrum kierowca autobusu wybrał nieco inną trasę niż zwykle.. tą przejezdną. Zbliża się zima.

wtorek, 28 września 2010

Czy to już jesień?

Jesień się zbliża. Bociany które były tu jeszcze w lipcu znikły w miesiącu sierpniu. Jakiś tydzień temu wróciły. Nie wiem skąd. Może z Polski, może tylko z pobliskiej Hiszpanii? Teraz, po dwa w każdym gnieździe widoczne są w każdym miejscu.

Słońce nieco później wstaje i szybciej zachodzi. Wieczory mają czasem chłodnawy posmak i wiatr staje się nocą jakiś zimny.

Pojawiają się pierwsze granaty, choć to jeszcze nie ich sezon, jeszcze nie są bardzo słodkie. Już niedługo. Czekamy.

Pomarańcze, te na słodki napój, kończą definitywnie swój żywot, właściwie ich sezon kończył się całe lato. Nadal można jeszcze je spotkać, jednak to już nie ten smak znajdowany w szklance wyciskanego soku.

W pewnej górskiej dolinie, gdzieś tam na wysokości pomiędzy 1100 a 2000 m n.p.m. trwają właśnie zbiory jabłek, choć to jeszcze nie ich czas w pełni. Mijamy sady z małymi kilkuletnimi drzewkami, z grupkami zbierajacych je kobiet, z przycupniętymi przy drogach sprzedawcami owoców. Może ktoś się zatrzyma i kupi kilka? Jabłka są małe, twarde, mięsiste. Są soczyste, o intensywnym, w pełni owocowym smaku, całkiem jak te które znam z Polski. Kupujemy jabłka i nasza taksówka rusza dalej.


Czy to już jesień i rozpoczęte przygotowania do zimy?

Tak, to już jesień, bo odbył się festiwal w Imilchil’u, olbrzymi suk i moussem*. Ludzie z gór wiedzą kiedy zaczyna się czas przygotowań, kiedy nadchodzi jesień, a lato staje się tylko gorącym zamglonym wspomnieniem..


__________________________
* Moussem to rodzaj wydarzenia społecznego, festiwalu który swój rodowód wywodzi najczęściej od lokalnego  pobożnego męża, tzw. marabuta, którego grób znajduje się właśnie w miejscu gdzie odbywa się świętowanie

wtorek, 10 sierpnia 2010

Beton mi się śni

Często trudno dojrzeć choćby skrawka ziemi.. chodnik-beton i trawnik-beton.. gdzieniegdzie minimum egzystencjalne dla drzew.. Studzienek brak na większości ulic. W przypadku deszczu woda krąży szukając miejsca gdzie mogłaby dostać się do ziemi. A tam pod betonem to dopiero jest pustynia. Pozostaje dla mnie zagadką jak te drzewa znajdują wódę? Skrawek ziemi jaki im wydzielono jest naprawdę niewielki, ale mimo to w jakiś sposób drzewa dają sobie radę i rosną.
 
wyjątkowo duże skupisko drzew jak na tę dzielnicę - eukaliptusy

Większość znanych mi dzielnic Rabatu, tych biedniejszych, stosuje właśnie tego typu betonowe chodniki. W bogatszych dzielnicach spotkamy zwyczajny chodnik.
Oczywiście to nie mieszkańcy wylewają wszędzie beton, a władze dzielnic, osoby nimi zarządzające. Być może tak jest prościej. Być może tak jest taniej. Władza zrobi swoje a protesty jakby były i tak nic nie zmienią. Beton jest i będzie.
 
przygotowane na "coś" wgłębienia w tzw. trawniku, już tak czekają od kilku miesięcy, pojawiły się mniej więcej w okresie akcji zazieleniania stolicy z okazji Dnia Ziemi

drzewka, właściciel tego domu udekorował je kolorowymi płytkami, ale cóż z tego skoro teraz piesi by przejść muszą skierować się na ulicę

Na chodniku-betonie zgodnie z prawem powinien być tylko beton, ale niektórzy mieszkańcy, szczególnie właściciele kilkupoziomowych domów i willi otoczonych ogrodem, dodają co nieco do tego betonu. Są dwie drogi dotarcia do tego celu. Można dać łapówkę i owe rośliny nigdy nie zostaną zauważone, staną się jakoby legalne lub też osoba sadząca sadzi i oczekuje że nikt się do owych roślin nie przyczepi. A rośliny w obu przypadkach spokojnie sobie rosną, wdzięczne za kawałek ziemi. Pojawiają się małe kwadratowe przestrzenie ziemi a w nich rośliny. Czasem to winorośl, czasem zwykłe ‘niepraktyczne’ drzewka, dające cień i zmieniające otoczenie, przynoszące tlen i chłód, dające to czego w tym kraju, w tym klimacie, szczególnie latem, tak potrzeba.

czwartek, 1 lipca 2010

Oaza spokoju w centrum miasta

Wychodzimy z mediny Rabatu przez Rue des Consuls. Już po drugiej stronie ulicy, ulicy ruchliwej, na której nie trzeba się specjalnie starać by być potrąconym przez samochód, istnieje to zaciszne miejsce.
Mury Kasby Les Oudayas. Przechodząc przez pierwszą bramę, i dalej wzdłuż pomarańczowego muru dochodząc do następnej, dociera się do niego. Styl andaluzyjski, przynajmniej w takim powstał. To ulubione miejsce zakochanych i turystów, oraz moje, gdy zmęczona hałasem miasta, tłokiem na pobliskich ulicach targowych oraz kobietami oferującymi hennę po drugiej stronie muru, tu szukam schronienia. Dobre miejsce na małą konsumpcję lub też poczytanie ulubionej książki. Zawsze też można poobserwować ‘wykończonych’ upałem turystów.



Jest to miejsce szczególnie dla tych, którzy wbrew regułom uniwersalnym, wybrali się właśnie latem na zwiedzanie Maroka. Ogród oferuje spokój i bardzo potrzebny w godzinach około południowych cień i przyjemny chłód. Cień wysokich murów i chłód kamienia. Specyficzny mikroklimat. Warto się zatrzymać, usiąść i nie myśleć choć przez chwilę o niczym. Czas w tym miejscu upływa niepostrzeżenie, a rozmowy w nim prowadzone w tajemniczy sposób wydłużają się. Ogród wciąga, ale trzeba się ocknąć i ruszyć dalej..
Zamknięty z każdej strony w wysokich ścianach, strzeżony w tajemnicy. Ogród.



turyści obmyślają co by tu jeszcze odkryć w Rabacie..

a na tym zdjęciu turyści się zamyślają w podziwianiu detali.. , ps. w głębi para zakochanych na rozmowie o..

poplotkujmy.. lub też poszukajmy 'nowej dziewczyny' jak kolega powyżej :)

porozmawiajmy..

warto spojrzeć czasem pod nogi, bo tam pozostałości rzymskie, lub jeszcze wcześniejsze fenickie..

po jakiej nawierzchni stąpamy? tu żaden kamień nie leży przypadkowo..

 jeśli spojrzymy w górę to można tam znaleźć chociażby.. banany..

lub te czerwone kwiaty, których nazwy nie znam..

i czas na pocztówki..

zastanawiam się co jest za tymi drzwiami.. zawsze zamkniętymi..

wtorek, 11 maja 2010

Jest niebiesko!

Jest niebiesko, czyli że wiosna jeszcze z nami! Kwiaty z wcześniejszego postu o wiośnie już "przeminęły z wiatrem"! wszystkie! Pozostały jedynie niezłomne hibiskusy, które teraz są dosłownie na każdym kroku.. na każdej ulicy...


Domniemuję, że widoczny tu na zdjęciu czerwony krzak, to roślina którą w Polsce nazywamy gwiazdą betlejemską. Tu w wersji "na dziko". A tuż za nią ukryty w gąszczu biały oleander, który ilościowo dorównuje pospolitym hibiskusom.


Wracając do domu zauważyłam jedno z ostatnich kwitnących jeszcze drzew, to o dużych żółtych kwiatach.

sobota, 10 kwietnia 2010

Wiosna w Maroku


Wiosna w Maroku trwa zaledwie kilka tygodni, można jej nie zauważyć.. To taka krótka przejściowa pora pomiędzy zimą a latem. Gdy kończą się deszcze a zaczyna być już na dobre ciepło (powyżej 20 stopni) pojawiają się kwiaty i zakwitają na krótką chwilę drzewa. Już niedługo wszystko zamieni się w jednolitą zieleń pory letniej.

Czerwony kwiat widoczny na zdjęciu to dobrze nam znany, jako dodatek herbat owocowych, hibiskus. Czasem można spotkać także jego różową wersję. Tu używany jest przeważnie jako żywopłot otaczający pojedyncze wille lub mury miejskie. Roślina ta jako jedyna z nielicznych utrzyma swoje kwiaty także gdy skończy się już okres wiosenny.


Szczególnie pięknie wygladają kwitnące drzewa..

..na czerwono.. choć oryginalnie z Australii, także tu w Maroku mają się dobrze..


..w kolorze białym..

Rabat leżący nad Oceanem Atlantyckim jest zawsze dość wilgotnym i wietrznym miastem. 20 stopni wiosny odczuwa się inaczej niż w Polsce. Jest po prostu zimniej. Nikt nie nosi T-shirtów lecz swetry i wiosenne kurtki czy płaszcze. Starsi Marokańczycy noszą jako odzież wierzchnią cieple i długie dżilaby. Wieczory i noce są nadal chłodne. Nieraz muszę zmienić kurtkę na cieplejszą, gdy temperatura spada poniżej 15 stopni.

 i równie efektownie.. na żółto.