Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwale i wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwale i wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 marca 2012

Essouira, miasto duchów

Essouira jest na tyle znana ze jest znana. Najczesciej turysci odwiedzający Marrakech decyduja się zobaczyc tez to miasto. Jest stosunkowo blisko i jest inaczej, bo jest ocean.

Essouira ma swoich wielbicieli. Sa tacy co kochają to miejsce i jego specyficzna atmosferę. Sa tacy co po wyjeździe z Marrakechu zastanawiają się dlaczego wyjechali i zamienili Marrakech na Essouire. Ja naleze do tej drugiej grupy.

Essouira jest dobra dla surferów poszukujących dobrej fali.

Mozna pogapić się na mewę lub zauwazyc ze to mewa gapi sie na nas. Mozna zjesc rybę. Mozna kupic srebro. Essouira.

Essouira jest zimna i wieczna. Wiatr wieje, puste budyni stoja. Opustoszałe zrujnowane synagogi. Nikt juz tu niewolnikami nie handluje, po prostu miasto duchów.



Essouira jest znana  przede wszystkim z festiwalu muzyki gnaoua. Gorąco polecam wydarzenie, podczas ktorego trudno znalezc nocleg. Przyjazd zagranicznych turystów i fanów muzyki z innych miast powoduje ze miasto jest dosłownie oblezone.


piątek, 11 listopada 2011

Czas daktyli i wyjazdow..

Czas nowych tegorocznych daktyli. Jesien w pelni. Oaza Erfoud organizuje wydarzenie daktylowe. Wlasnie trwa a mnie juz tu nie ma. Wyjechalam w srode, wyjechalam po 2 latach. Na pewno jeszcze wroce, nie by mieszkac i pracowac, ale by zobaczyc wiecej ten fascynujacy, naprawde turystycznie bardzo atrakcyjny skrawek polnocnej Afryki.

środa, 5 października 2011

Widelec w trawie

Widelec w trawie. Spadl wbijajac sie z zadzwiajaca precyzja w miekki trawnik pod stopami gosci. Goscie poczuli sie nieco zaklopotani, szmerajac szybko podniesli widelec. Przesadzili z jedzeniem. Trzy pelne talerze trzymane w rece kazdej z pan byly wypelnione po brzegi i az nadto. Jadly przy balustradzie basenu, jakby to znajdujacy sie tam polmrok mogl je skryc.

Podstarzaly general  w ciemnozielonym garniturze z odznaczeniami wojskowymi mial u swego ramienia mloda towarzyszke, moze jeszcze przed trzydziestka. Ten sam schemat co zawsze, niezaleznie od szerokosci geograficznej. General, lub moze wojskowy, mial niezlomny, trudny wyraz twarzy. Byla jeszcze inna rzecz na ktora zwracal swoja uwage – jego garnitur byl niestandardowo z krotkimi rekawkami, jak u T-shirta. Sprawialo to niepowtarzalnie dziwne wrazenie. Kobieta ukradkiem mi sie przygladala zastanawiajac sie zapewne ‘Z ktorej ambasady jestes?’, a ja bylam z zadnej.
Kobieta, dam glowe ze Europejka, mila, z nadwaga, na oko po czterdziestce, probowala skorzystac z przybasenowej toalety. Toaleta ja szokowala. Wezwala na pomoc swego towarzysza, mlodego czarnoskorego, mocnego, usmiechnetego chlopaka okolo trzydziestki. A wookol krazyl marokanski wscibski przyjazny fotograf dopytujac sie o co chodzi.

A zaczelo sie od wejscia. Zaczelo sie o 19:00 a ja bylam niecale 15 minut po. Policja stala przed ambasada w duzym i malym wozie. Tak dla standardu i tak dla ochrony. Brama byla otwarta. Marokanscy kierowce ambasady ustawili sie na lini, zapraszali i wskazywali droge. - Salam! Welcome!
Moja kolej. Uscisk dloni ambasadora. Operator nagrywa. – Good evening. Zona ambasadora – uscisk dloni – Thank you for coming. Fotografowie robia zdjecie, nie przerywaja. I tak przy kazdym kolejnym gosciu.
Ogrod byl wypelniony, goscie z szklankami w dloniach ustawili sie parami, kazda para ambasady rozmawiajace tylko ze soba. Wszyscy czekali. Zakaski. Soki, napoje gazowane. Nieco pozniej zaproszono do stolow, gdzie kelnerzy nakladali to co kto sobie zazyczyl. Stworzyla sie kolejka, rzeklabym dyplomatyczna, calkiem jak w barze mlecznym. Niektorzy goscie rozpoczynajac swoj przemarsz wzdluz dan, stolu i kelnerow, gotowych przy swojej potrawie i stanowisku, wypatrywali ciekawego dania, jednoczesnie juz to co na talerzu palaszujac jedna wolna reka. Druga reka unosila talerz.
Ktos za mna zaproponowal towarzyszowi – Let’s skip some. [w domysle dania]. Konsumpcja trwala. Standardowo dania miesne i ryby znikly pierwsze. Mieso kurczakow nie mialo powodzenia. Owoce rozchwytywano. Salatkami i surowkami  nikt sie nie przejmowal.
Potem zaczely tworzyc sie grupki. Wysoki biskup, ktorego purpurowe guziki czarnego stroju kojarza mi sie z Polska, stal otoczony korowodem nizszych gentelmenow. Rozmawial. Byl szczuply i wysoki.  Zapalil. Dosc szybko tez wyszedl.
Tak wygladala reception z okazji 51 rocznicy Dnia Niepodleglosci Nigerii obchodzona w Rabacie wczoraj. Nie bylo alkoholu ani wieprzowiny -niektorzy goscie to przedstawiciele muzulmanskich krajow, poza tym jestesmy w Maroku i jeszcze ambasador sam jest tez muzulmaninem.*
___________________________________
* okolo polowa mieszkancow kraju to muzulmanie, okolo 48% stanowia w Nigerii chrzescijanie

wtorek, 28 grudnia 2010

Co można zobaczyć w Rabacie ?

Rabat ma swoje turystyczne punkty programu, chyba każde miasto takie ma. W tym poście będzie o ruchomych punktach programu, a nawet trzeba by powiedzieć ŻYWYCH. Co prawda w Maroku można zobaczyć i obfotografować dużą ilość osiołków, którą my turyścu i ja również szczególnie cenimy, to jednak ujrzenie takowych w mieście, w Rabacie, nie jest zbyt częstym zdarzeniem. Tak, są nadal sprzedawcy owoców, czy zsiadłego mleka, którzy tego typu "pojazdy-stragany" używają. Takie osiołki można będzie więc spotkać w biedniejszych dzielnicach miasta, gdzie na codzienny targ przybędą ze swoimi zwierzętami ludzie z pobliskich wiosek. Będą próbowali sprzedać nieco mleka, białego sera, masła i zarobić jakiś dodatkowy grosz. Może trafimy na pojedyńcze sztuki osiołków w medinie, ale to raczej rzadki będzie widok.
A wielbłądy?
Jeśli chcielibyśmy ujrzeć te statki pustynne, te jakże arabskie w ogólnym przeświadczeniu zwierzęta to proszę kierować się na południe Maroka. Tam dla turystów ludzie mają zawsze kilka sztuk, i to co odbiera życie - pustynnienie i pustynia, może także przynosić życie, jeśli tylko turyści nadal pustynię będą lubić, a wydaje się że będą.
Można też zobaczyć wielbłądy nie gdzie indziej jak w górach. Tak. Tam będą czekały ze swym właścicielem na turystów właśnie.
I trzeba by dodać że wielbłady nie były kiedyś "marokańskie". Zostały tu sprowadzone, z tego co się wie, w drugim tysiącleciu, i logicznym byłoby stwierdzenie że z Półwyspu Arabskiego, przez owych legendarnych, prawie już mistycznych Arabów podczas lat i wieków ekspansji na odległy zachód.
Są w Maroku także inne wielbłądy, te które przynależą do tych już nielicznych wędrownych, nomadycznych rodzin, do tej zamierającej tradycji wędrownego życia w poszukiwaniu wody i świeżych pastwisk dla zwierząt.
Pewnego słonecznego listopadowego dnia, w samym centrum miasta, na dziedzińcu Teatru Narodowego zobaczyłam nie co innego jak kilka dorosłych wielbłądów z powiązanymi przy nich młodymi. I sporą grupę wesołych młodych ludzi. Wszysty radości, uśmiechnięci, wszędzie pozowanie i zdjęcia. Zamieszanie i radość. Moja obecność była niezauważalna.
Podeszłam do "małego" i muszę powiedzieć miał bardzo miękką sierść. Był piękny. Nie był przyzwyczajony do dotyku, więc po chwili już mu nie przeszkadzałam. Tylko zdjęcie.
I był tam namiot i były stroje i wszystko było dość saharyjskie. Była herbata. Czy też była saharyjska? Tego się nie dowiedziałam. Wypili już wszystko.
I było to dnia 6-tego listopada. Była to sobota i zarazem dzień świąteczny upamiętniający tzw. Zielony Marsz.* Czy były jakieś obchody? Nie wiem. Nie poszukiwałam owych. Wiem tylko że w przeddzień, w pracy wszyscy byli niezadowoleni, tak po prostu jak to w Polsce, gdy dzień wolny przypada w sobotę lub niedzielę.

mały

mały

mały

 niebieskie saharyjskie stroje
___________________________________________
* Co upamiętnia Zielony Marsz ? O tym na angielskiej wikipedii, gdzie jest więcej informacji niż w wersji polskiej:

sobota, 18 grudnia 2010

Marokańska codzienność - zdjęcie

doroczny targ baranów (i kóz) poprzedzający święto Eid al-Adha, na zdjęciu sprzedawca sznurka i papierosów na sztuki, Rabat

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Asilah tego roku

Asilah tego roku nie będzie taka jak w przyszłym. Teraz jest taka. Jest artystyczna. Trzeba pokręcić się po małych, przytulnych uliczkach. Pozakręcać za rogiem, przejść przez wszystkie luki i bramy. Trzeba obejść i obłapić okiem. Trzeba sprawdzić gdzie jeszcze coś wymalowano. Za rok poleją to białą farbą i nici z oglądania. Za rok będą nowe ulotne, roczne dzieła sztuki na murach starego miasta, malutkiego, cichego miasta, całkiem łatwego do umiejscowienia gdzieś tam w południowej Hiszpanii.. Białego, schludnego, spokojnego. Wypoczynkowego.
Tymczasem Asilah leży gdzieś pomiędzy Tangerem a Rabatem, jeśli z małą dokładnością ją umiejscawiać, na wybrzeżu oceanu, tam gdzie dzieci i wycieczki szkolne zwykły mieć miejsce, tam gdzie stara medyna jest już prawie całkiem wykupiona przez obcokrajowców. Domy obecnie głównie letniego wypoczynku, szczególnie popularne wśród Hiszpanów.
O i kolejny numer telefonu wymalowany na ścianie – na sprzedaż i numer komórki..
Białe schludne domki i uliczki, czyste, pełne wesołych turystów latem. Drogo. Drogo. Ceny przygotowane dla zagranicznych ‘marokańczyków’, którzy mają zasobniejsze portfele i nie dbają tak bardzo o ceny napojów i przekąsek..
Dla mnie to miasto trochę małe i nudnawe w swojej schludności. Nieco wymarłe, a mam tu na myśli, w tym opisie, jedynie starą część miasta.

Asilah w odsłonie 2010
_____________________________________
* Asilah Arts Festival odbywa się corocznie w miesiącu sierpniu
* dziś grudniowy Rabat był słoneczny ze swoimi 24' ciepła, takie małe wspomnienie lata przez zimnem zimy :)

sobota, 20 listopada 2010

Marokańska codzienność - zdjęcie

święta, święta i po świętach 
Święto Aid El-Adha obchodzone było w Maroku w zeszłą środę, 17 listopada

czwartek, 18 listopada 2010

Niepodległość

Rocznia niepodległości. Protektariat ze strony Francji przestał istnieć w 1956 roku. Hiszpania uznała niepodległe Maroko poprzez porozumienia z 1956 i 1958 roku.

A dziś to już 54-ty rok nowego Maroka. Jakie będzie w przyszłości? Pożyjemy.. zobaczymy..
Pewne jest jedno, będzie inne. Maroko zmienia się każdego dnia, każdego roku..


a taki właśnie obrazek przygotowała na dziś przeglądarka Google w marokańskiej odsłonie czyli wieza Hassana w Rabacie

wtorek, 28 września 2010

Czy to już jesień?

Jesień się zbliża. Bociany które były tu jeszcze w lipcu znikły w miesiącu sierpniu. Jakiś tydzień temu wróciły. Nie wiem skąd. Może z Polski, może tylko z pobliskiej Hiszpanii? Teraz, po dwa w każdym gnieździe widoczne są w każdym miejscu.

Słońce nieco później wstaje i szybciej zachodzi. Wieczory mają czasem chłodnawy posmak i wiatr staje się nocą jakiś zimny.

Pojawiają się pierwsze granaty, choć to jeszcze nie ich sezon, jeszcze nie są bardzo słodkie. Już niedługo. Czekamy.

Pomarańcze, te na słodki napój, kończą definitywnie swój żywot, właściwie ich sezon kończył się całe lato. Nadal można jeszcze je spotkać, jednak to już nie ten smak znajdowany w szklance wyciskanego soku.

W pewnej górskiej dolinie, gdzieś tam na wysokości pomiędzy 1100 a 2000 m n.p.m. trwają właśnie zbiory jabłek, choć to jeszcze nie ich czas w pełni. Mijamy sady z małymi kilkuletnimi drzewkami, z grupkami zbierajacych je kobiet, z przycupniętymi przy drogach sprzedawcami owoców. Może ktoś się zatrzyma i kupi kilka? Jabłka są małe, twarde, mięsiste. Są soczyste, o intensywnym, w pełni owocowym smaku, całkiem jak te które znam z Polski. Kupujemy jabłka i nasza taksówka rusza dalej.


Czy to już jesień i rozpoczęte przygotowania do zimy?

Tak, to już jesień, bo odbył się festiwal w Imilchil’u, olbrzymi suk i moussem*. Ludzie z gór wiedzą kiedy zaczyna się czas przygotowań, kiedy nadchodzi jesień, a lato staje się tylko gorącym zamglonym wspomnieniem..


__________________________
* Moussem to rodzaj wydarzenia społecznego, festiwalu który swój rodowód wywodzi najczęściej od lokalnego  pobożnego męża, tzw. marabuta, którego grób znajduje się właśnie w miejscu gdzie odbywa się świętowanie

piątek, 30 lipca 2010

Rocznicowe obchody

23 lipca jedenaście lat temu zmarł król który przyłączył Saharę Zachodnią do Maroka. Był pierwszym który zasiadł na tronie, po tym jak Francja i Hiszpania opuściły tę północnoafrykańską krainę. Król Hassan II uszedł z życiem z dwóch zamachów. Zmarł wiele lat później w 1999 roku. Jego ciało spoczęło w pięknym mauzoleum w Rabacie, przy nigdy nie dokończonym meczecie Yaquba al-Mansur’a, innego marokańskiego władcy sprzed wieków,  nieopodal potężnego minaretu, który to dla mnie jest symbolem tego miasta.

Jak co roku także dziś, 30 lipca, przypadają obchody objęcia władzy przez nowego króla. Prawdopodobnie ze względu na pamięć dla poprzedniego władcy obchody mają miejsce tydzień po śmierci króla-ojca, skutkującej ogłoszeniem jego syna kolejnym następcą na tronie Królestwa Maroka.

Dzień wolny od pracy. Pomimo że jest to kraj muzułmański w piątki się tu pracuje. Maroko stosuje europejski weekend. Sobota i niedziela jest zawsze wolna w urzędach i firmach. Wyjątkiem są nauczyciele szkół publicznych, pracujący kilka porannych godzin sobotnich. W niedziele otwarte są restauracje i kawiarnie, dyżurują apteki. Sklepiki usytuowane w medynach, w starych centrach miast, są w te dni dostępne dla klientów. Może pewną różnicą jest podejście do niedzieli, która często wykorzystywana jest do nadrobienia zaległości przy robotach drogowych i innych remontach publicznych, gdy ruch uliczny i ludzki jest w owym czasie mniejszy.
Stolica jest zawsze dość senna w niedzielę. Jedynie medyna zawsze pulsuje życiem. W końcu to prawdziwe serce miasta, i tak jak serce musi pracować zawsze.

Każde marokańskie miasto ma jakieś swoje punkty programu na ten dzień. Rabat organizuje koncerty, mały przemarsz reprezentacyjny żołnierzy i trwający od dziś przez koleje sześć dni festiwal „pełen sportów wodnych”. A wieczorem w centrum pojawi się król Muhammad VI by wygłosić przemówienie.

oflagowane miasto

dzielnicowe uroczystości, już wszystko gotowe na wieczór..

__________________________________________________
Więcej na temat festiwalu dostępne na francuskojęzycznej stronie:
www.fnir.ma

niedziela, 18 lipca 2010

Fenomen Tamera Hosnego na terrorystycznym tle

Świat walczy z terroryzmem, rozpętywane są nowe wojny pod tą szlachetną nazwą, wojny których ja już nie rozumiem. Hasła które wszyscy słyszeliśmy tyle razy.

Terroryzm trafił do Maroka. Medialne wydanie zamachowców samobójców. Mówi się o połączeniach z al- Kaidą, grupie bezrefleksyjnych fanatyków czy wreszcie o ataku skierowanym na lokalną społeczność żydowską i obcokrajowców. Detonacje samobójców miały miejsce w maju 2003 roku i te były najkrwawsze. Kolejne to marzec i kwiecień cztery lata później. Zamachowcy zabijając łącznie ośmiu obcokrajowców, którzy wydaje się byli celem ich działań, pozbawili życia wielu Marokańczyków, łącznie ponad dwadzieścia osób, nie wspominając już o wysokiej liczbie rannych, też głównie ludzi stąd.

Te dni były dla Maroka szokiem. Nikt się tego nie spodziewał. Nikt czegoś takie sobie nie wyobrażał. Poza zamachami sprzed lat, narodowowyzwoleńczymi, które miały uwolnić Maroko od francuskiej obecności, dziejącymi się w tej samej Casablance, nic podobnego nie miało miejsca.

Zamachowcy byli bardzo młodzi, przeważnie dwudziestolatkowie.

Potem odbyły się manifestacje pod hasłem Nie Terroryzmowi, ale z tego okresu pozamachowego utrwalił się jeden symbol i zagościł w przestrzeni marokańskiej. Jest to tzw. ręka Fatimy z napisem po arabsku i francusku: Touche  pas à mon Pays (Don’t touch my country) Po polsku – Nie naruszaj mojego kraju.

w oficjalnych podręcznikach do nauki arabskiego, przeznaczonych dla niepiśmiennych obywateli Maroka, można natrafić na wspomniany symbol

Powstała również piosenka anty-terrorystyczna. Szybko stała się hitem.


Strach w ludziach w pewien sposób pozostał. Matki obawijące się o swoje dzieci, o młode dziewczyny. Wieść i plotka roznoszą się szybko w niektórych dzielnicach, w tych gdzie nieodseparowane pięknymi ogródkami wille, a zwykle biedne i te całkiem bogate domy mieszkalne, przylegające do siebie ściana w ścianę, jakby w poczuciu bliższego społecznego zjednoczenia, stały się miejscem narodzin owej terrorystycznej plotki Rabatu.

Powstała ona w dniu kończącym festiwal Mawazine 2010, 29 maja i według internetowych i ustnych podań zamach-detonacja miał odbyć się podczas koncertu Tamera Hosnego.Dlaczego  występ Tamera został wybrany? Przecież tego dnia, także o 21:30, tyle że na innej scenie trwał właśnie koncert Sting’a. Ten drugi wydawałby się bardziej odpowiedni na zamach, prawdopodobna większa liczba obcokrajowców na widowni, bo tu w dzielnicy Hay Nadha, gdzie Tamer dawał swój koncert, mieszka ich niewielu, głównie pracownicy ambasad azjatyckich i afrykańskich.

Strach przeniósł się z obcokrajowców-pierwotnego celu, i stał się obawą o własne marokańskie życie. Ludzie zaczęli widzieć siebie jako cel. Marokańczycy obawiający się Marokańczyków..
A po wyjątkowo zatłoczonym koncercie (rzesze fanów Tamer ma niezliczone) cała ta terrorystyczna plotka stała się przedmiotem niewybrednych żartów..

Tamera kocha Maroko, a jego sława rozciąga się na prawdopodobnie na większość Krajów Arabskich. Bardzo dobrze sprzedają się jego płyty.Wzdychają do niego marokańskie nastolatki, a w poczet swoich fanów zalicza także dorastających chłopców i mamy tejże młodzieży. Może zjednuje sobie ich prostym T-shirtem i jeansami noszonymi na scenie, bo garnituru na pewno nie zobaczy się na jednym z jego występów. Zagadka, fenomen lub po prostu specyfika tego rynku?

Na czym polega tajemnica owego piosenkarza z Egiptu, któremu krótka historia więzienna  zaplątała się w biografię?

Moim zdaniem głos nie za dobry, a piosenki.. 
Oto utwór w jego wykonaniu, zapraszam TYLKO zainteresowanych:



_________________________________________
Więcej o wydarzeniach w Casablance z relacji BBC, w j.angielskim:
zajścia z 2003 roku
zajścia z 2007 roku 

sobota, 10 lipca 2010

Chopin w Rabacie

Utworów Chopina można było posłuchać w ciągu pierwszych ośmiu dni lipca, na tegorocznej dziewiątej edycji 'Concours International de Piano Son Altesse Royalle La Princessa Lalla Meryem.'*
Chopina grano kilkakrotnie podczas konkursu. Podczas koncertu otwierającego wydarzenie usłyszeć można było poloneza w wykonaniu Joanny Domańskiej, pianistki z Polski i tegorocznej członkini jury. Na zakończenie konkursowych zmagań pojawił się ‘Tarantelle’ polskiego kompozytora, zagrany przez Sarę Rezki z Maroka.
Nagród było wiele, lecz tej głównej w wysokości 40 000 DH (~ 4 000 EUR) w tym roku nie przyznano. Wśród kilku nagród specjalnych znalazła się ta za najlepsze wykonanie utworu Fryderyka Chopina. 400 EUR ufundowane przez Polską Ambasadę w Rabacie otrzymał Marokańczyk Mohammed-Anis Chikhaoui.
Pojawił się także japoński akcent wydarzenia, bo bez takowego ani rusz na konkursie muzyki klasycznej. Specjalna nagroda jury trafiła do rąk pianisty z Japonii.

Więcej na temat wydarzenia, w wersji zarówno po francusku jak i po angielsku, można znaleźć na stronie:
http://concours-lalla-meryem.ma/

Twórczość i osoba Fryderyka Chopina nie jest szeroko znana w Maroku. Częściej można spotkać Marokańczyka który zna utwory Mozarta czy Beethovena niż polskiego kompozytora.
Aby nie sprawiać zafałszowaniego wrażenia że oto w Maroku muzyka klasyczna ma rzesze odbiorców, warto z kultury wysokiej spojrzeć na tę całkiem (moim zdaniem) niską. W zaskakującej piosence i w równie zaskakującej scenerii występuje marokańska artystka, która zapewne jakieś grono odbiorców posiada. Cheba Nabila nie śpiewa jakby się mogło wydawać o rolnictwie w Maroku, czy o umiłowaniu do ziemi.. Nie, ona śpiewa całkiem co innego.. więc po co tam ta krowa..?
Maroko to kraj kontrastów.




_________________________________________
* Lalla Meryem to siostra obecnego króla Maroka

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Douga, douga

24-27 czerwiec 2010 w mieście Essaouira to czas na 13-tą edycję 'Festival d’Essaouira GNAOUA. Musiques du monde.' W tym roku grali muzycy z Maroka, Mauretanii, Francji, Algierii, Niemiec, Kuby, Armenii, Tunezji i USA.

Na stronie http://www.festival-gnaoua.net/ znaleźć można tegoroczny plakat festiwalowy, jak i te z lat ubiegłych. Plakat z 2008 roku był genialny, tegoroczny natomiast mnie nie zachwyca. Strona zawiera także ciekawe zdjęcia z poprzednich edycji wydarzenia. Niestety tekst tylko w jez. francuskim.

W tym roku na festiwalu można było posłuchać dawnego lidera zespołu ‘Gnawa Diffusion’, Algierczyka Amazigha Katab. Poniżej kilka linijek pioseniki 'Douga, douga', wykonywanej jeszcze z zespołem. Nie wszystkie słowa są tu do przetłumaczenia i zrozumienia dla osoby posługującej się DARIJA*. Część słów, które przetrwały w piosenkach takich jak ta, musi zatem pochodzić z wnętrza Afryki.
Tłumaczenie utworu o nieprzetłumaczalnym tytule ‘Douga, douga’:

powoli douga douga
praca douga douga
makaron* douga douga
bezrobotny douga douga

oraz sama piosenka:



Istnieją trzy odmiany muzyki gnaoua* : tradycyjne gnaoua, nowe gnaoua, brzmiące mocno nowoczesnością i gnaoua jazz. 'Douga, douga' zalicza się do nowszych wariacji gnaoua.

Oto tradycyjne gnaoua w wykonaniu cenionego w Maroku artysty o imieniu Mustapha Bakbou..



... oraz tzw. gnaoua jazz. Jeden z muzyków prezentowanej formacji  pod koniec utworu nie wytrzymał dłużej już tego stania.. i niesiony rytmem gnaoua zatańczył! Ale jak zatańczył! Proszę zobaczyć..



Gnaoua to muzyka która przywędrowała do Maroka z daleka. Przynieśli ją ze sobą afrykańscy kupcy i czarni niewolnicy z dawnego Imprium Ghana, przyprowadzani na subsaharyjskim szlaku handlowym, przez Timbuktu w Mali, aż do wybrzeża Oceanu Atlantyckiego, do wietrznego miasta Essaouira*. Niewolnicy sprzedawani byli potem do Europy i stamtąd do odległej Ameryki. Zajmujący się tym handlem tutejsi Żydzi zaopatrywali chrześcijańskich kupców. Niewolnicy byli jeszcze wtedy animistami. Niektórzy z nich pracowali tu na miejscu, pozostawali. Z upływem czasu potomkowie tych niewolników, tak jak i inni przybysze z Afryki, wsiąkli w Maroko, tak jak wsiąkało przed nimi wiele plemion egipskich, chrześcijan i żydów. Stali się częścią zróżnicowanego Maroka, w którym jednak pozostawali innymi. Pozostawali gnaoua, tworzącymi własną muzykę, muzykę gnaoua.
Obecnie muzykę gnaoua wykonują w Maroku 'wszyscy' - gnaoua i nie gnaoua.

_________________________
* DARIJA to marokański arabski 
* Makaron nie jest uważany w Maroku za dobre jedzenie. Brak tu włoskiego umiłowania do tej potrawy. Sens słowa 'makaron'  z piosenki to po prostu brak pieniędzy na lepsze jedzenie.
* według innej pisowni także GNAWA
* polska nazwa to As-Sawira

sobota, 19 czerwca 2010

No i .. akcja!

Dzień zmagań i pokazów tradycyjnej sztuki jeździeckiej, berberyjskiej. Na początku drużyny wykonują tzw. prezentację zakończoną przed namiotem Lalli Aminy patronującej tym rozgrywkom. Jest to okazja do pokazania się w pełnej krasie, zarówno pod względem wygladu jak i zgrania koni. Potem następuje właściwy pokaz zakończony wystrzałami z broni ładowanej prochem. Każda drużyna wykonuje dwie takie jazdy. O wygranej lub porażce przesądza kilka elementów. Oceniane są stroje, zarówno koni jak i jeźdźców, broń, zgranie koni, tj.poruszanie się na równej linii, synchronizacja wystrzałów, tak by następowały one jednocześnie. Podczas pokazów ze względów bezpieczeństwa broń kieruje się ku górze, natomiast w prawdziwym użyciu, w przeszłości, celowano 'w dół' lub 'przed siebie'. Kilkakrotnie tego dnia  zawodnikom wypadała broń z rąk po oddaniu strzałów.. i lądowała gdzieś pomiędzy końskimi nogami..
Na zakończenie dnia wybierana jest zwycięska drużyna, która jako jedyna przechodzi dalej. Rozgrywki o trofeum imienia Hassana II (poprzedniego króla Maroka) trwają prawie dwa tygodnie. Istnieje także konkurecja juniorów (11-15 lat) oraz kobiet! Każdego dnia startuje po kilka drużyn z różnych regionów, jest więc co oglądać. W tym roku są to już 25-te rozgrywki. Tu w stolicy można zobaczyć najlepsze drużyny z całego kraju, nie jak w przypadku pokazów organizowanych wyłącznie na potrzeby turystów, jak chociażby w Marrakeszu.

prezentacja drużyny..

.. a jej tempo raczej wolne

ta drużyna miała najlepsze konie

pokłon tudzież powitanie przez obliczem urodzonej na Madagaskarze siostry króla Hassana II

zarysowana na biało linia końcowa i siedząca Lalla Amina (za pierwszą palemką od prawej)

czas na prawdziwy pokaz..

przekładanie broni.. na dziko!

kupą, kupą mości panowie!

dość nierówno kończy niebieska załoga..

dobra synchronizacja kolejnej grupy

ta drużyna zdecydowała się na oddanie strzałów tuż na lini końcowej, stąd też gwałtowne 'hamowanie'

Pokazy godne polecenia! Przy pierwszych wystrzałach nie zrobiłam zdjęcia.. - nie byłam w stanie przycisnąć spustu migawki.. z wrażenia! :)

piątek, 18 czerwca 2010

Wszyscy kochają konie w Królestwie Maroka!

te koniki zostaną w boxach, dziś się nie przydadzą, bo brak im wyuczonej odporności na huk i hałas dzisiejszych zmagań..

trenujemy od małego!

czekamy.. mamy jeszcze trochę czasu..

..zanim widownia całkiem się zapełni

zawodnicy od tyłu.. obrazek przywołujący na myśl minione czasy..

nadal czekamy.. ps. czy te konie coś jeszcze widzą?

'szef' wybrał kolor wpadający w głęboki róż, by się nieco wyróżnić na tle drużyny której przewodzi

piękne detale.. takiej torebki czy skórzanych butów na suku już się nie uświadczy.. co najwyżej u znajomego rzemieślnika na zamówienie, być może gdziś jeszcze 'na wiosce' lub też w jednym z państwowych muzeów..

 

środa, 16 czerwca 2010

Kosmetyczne kulki

na plakacie panna młoda w tradycyjnym stroju na tą okazję, tylko smutna jakaś..

‘Le salon de la Mariee’ czy co panna młoda w swoim salonie powinna mieć pod ręką – oto motto tego mini ‘festynu-ekspozycji’.. więc zajrzałam pooglądać rzemiosła!
Zaczynając od tradycyjnych strojów kobiecych jak takchita, którym zrobienie zdjęcia było zabronione, przeszłam się pomiędzy stoiskami z wyszywankami ręcznymi, dywanami, również ręcznie wyplatanymi, aż do ceramiki czyli all the best w Maroku. Są to wyroby godne polecenia i nie są tanie. Z tego grona jedynie ceramiką kosztuje niewiele.  
Wreszcie kosmetyki! Tu przystanęłam by zakupić co nieco. Od pewnego czasu, w zasadzie od początku mojego poznawania Maroka, testuję na sobie wszystko co kosmetycznego wpadnie mi w ręce. Maroko ma w tej dziedzinie wiele od zaoferowania. Dobre bo naturalne, nie z nazwy, lecz z prostoty składników i tradycyjnych sposobów wytwarzania. Tu gdzie jeszcze kosmetyki prosto z fabryki są w mniejszości, można skorzystać z tego czego Europa już nie oferuje. Europejska etykieta ‘bio’ wiąże się z  ceną równie do tej nazwy stosowną. Marokańskie wyroby natomiast mogą być równocześnie i tanie i dobrej jakości. Trzeba tylko wiedzieć co jest godne uwagi.
Na koniec docieram do stoiska z jedzeniem, a tu znajduję miody. W Maroku można dostać kilka ciekawych odmian, które w Polsce są rzadkie, jeśli całkiem nie do zdobycia.
Jeśli ktoś ma ochotę na taki zakup to odradzam supermarkety. Drogo a jakość wyrobów nieciekawa. O wiele lepszym miejscem są sklepy z tradycyjnymi produktami lub też, jak w tym przypadku, okazyjne festyny. Zazwyczaj obok nazw arabskich na etykietach widnieją nazwy w języku francuskim. Jest w czym wybierać: eukaliptusowy, pomarańczowy, z tymianku, oregano, lawendy czy też mało komu mówiąca nazwa - krokosz barwierski. Można dostać także miody uzyskane z rozmarynu, mącznicy, wilczomlecza i te pochodzące z gór Rifu lub Atlasu Wysokiego. Miody w Maroku nie są tanie. Przeciętny koszt waha się w przedziale 80-250 DH (8-25 EUR) za słoik pojemności 900ml. Najtańsze są miody eukaliptusowe i z kwiatów pomarańczy, zgodnie z zasadą - im bardziej rozpowszechniona roślina, tym miód tańszy.

u dołu od lewej: szminki ochronne z arganem i woreczki zawierające KOHL do obrysowywania oczu, kolejne zdjęcie: arganowe produkty

od lewej: mydełka peelingujące do twarzy, kremy (skład: wosk pszczeli, olej arganowy i migdałowy) i dalej toniki (skład: wyciąg z lawendy, róży, rozmarynu.. przyznaję się - więcej nie pamiętam!)

oraz kulki które mnie zaintrygowały, od lewej: maseczka na twarz w składzie min.: wytłoczyny arganu + olej arganowy, stosowanie: zmieszać z mlekiem i nałożyć :) , ciemniejsza kulka to odżywka/maseczka do włosów  w składzie min.: wytłoczyny migdałów + olej, stosowanie: zmieszać z wodą i nałożyć na włosy

Kulki zostały wypróbowane i mogę powiedzieć jedno polecamy! - ja i znajoma Marokanka. Ja testowałam specyfik do twarzy, ona do włosów.

niedziela, 30 maja 2010

Korupcyjna organizacja ruchu

Trwający do minionej soboty festiwal Mawazine nie mógł przejść niezauważony, zwłaszcza że zjawisko ‘przechodzenia’ było dość łatwo zauważalne, a często wręcz irytujące dla kierowców i pasażerów bez końca czekających na nie nadjeżdżający autobus..
Każdego dnia punktualnie o 17:00 na kilku ważniejszych ulicach Rabatu wstrzymywano wszelki ruch. Trwał wtedy przemarsz pieszych muzycznych orkiestr. Odcinano też niektóre boczne ulice. Ogólnie takie występy gromadziły zawsze sporą grupkę słuchaczy i były przyjmowane z radością, szczególnie przez dzieci.

przejście muzyków z małą policyjną eskortą

Festiwal ma się rozumieć wymusił także pewne zmiany ruchu drogowego już podczas samego trwania koncertów. Zmiany te tworzyły nową sytuację, a ta mogła być nową okazją do zarobku. Bezprawnego zarobku.

tablice informacyjne

Opuszczając teren koncertu w dzielnicy Hay Nahda skierowałam się w ulicę odchodzącą od placu. Po przejściu kilkudziesięciu metrów natrafiłam na metalowe barierki zamykające ulicę. W ten sposób była ona zamknięta dla samochodów, a otwarta jedynie dla pieszych. Przeszłam przez barierki. Po chwili nadjechał duży drogi samochód osobowy, typu powiedzmy „amerykańskiego”, czyli naprawdę wielki. Na moich oczach, może pięć metrów przede mną widziałam jak ręka bogatego mężczyzny wysuwa się z okna kierowcy i w ściśniętej dłoni, w postaci uścisku, przekazuje coś przywołanemu policjantowi, który to zajmował się monitorowaniem ruchu przy barierkach. Natychmiast policjant podszedł do barierek i je rozsunął. Samochód przejechał.
Ile tam było? Być może 20-30 MAD (dirhamów) czyli mniej więcej 2-3 EUR. Nie ma wstydu. Wkoło ludzie przechodzący obok w momencie „aktu” oraz ja. Kawiarnie mimo nocnej pory cały czas otwarte, kawiarnie z stolikami na zewnątrz, z pokaźną grupą potencjalnych rejestratorów zdarzenia.

Tak się to robi w Maroku, a kraj to przedziwny.

sobota, 29 maja 2010

Marokańscy wykonawcy

Podaję wykonawców marokańskich na tegorocznym festiwalu Mawazine, po wpisaniu w YouTuba można znaleźć ich piosenki, a są to: Fatima zahra lahlou, El Bachir Abdou, Mohamed El Ghaoui, Angham Attarab, Groupe Sahara Generation, Ithri Moraima, Ahouzar, AZ Flow, Moultaqua Assalam, Nouri, Bnat Al Ghiwan, Meshana, Groupe Assiham, Abderrahim Souiri, Dubosmium, Amir Ali, Hamid El Kasri, LMouja party, Oum, Ostina Tono, Karim Kadin M'Oud Swing, Precoius Makina, Mazagan, Chemical Bliss, Dirty Faces, Sibony, Ali Alaoui, Aissaouas de Meknes, Setta fusion, Haoussa, Zoubaida Al Idrissi, Mouss Maher, Abdelhadi Belkhayat, Barry.. oraz trzech poniższych wykonawców:
* Aicha Tachinwit śpiewająca w dialekcie berberyjskim



* Tahour śpiewający w marokańskim arabskim



* oraz Said Moskir śpiewający o swojej mamie..

środa, 26 maja 2010

Występy na Oriental Stage

Oriental stage czy zagraniczni wykonawcy z krajów arabskich. Scena w dzielnicy Hay Nahda, mniej więcej 10 minut od mojego mieszkania, co powoduje że z natury leniwa osoba jaką jestem może być muzycznie na bieżąco..

Dobra rzeczą jest to że wstęp na wiele koncertów festiwalu jest darmowy, albo zupełnie, albo jak w przypadku Oriental stage – miejsca najbliżej sceny są zarezerwowane dla osób z biletami, dalsze już są bezpłatne. Ta ‘bezpłatność’ powoduje że fale słuchających ciągle się przemieszczają. A to ktoś wraca do domu, to znowu jakaś rodzina dopiero co przychodzi.. A wśród tych tłumów sprzedawcy, orzeszków lub też dziwnych plastikowych opasek, dam głowę że z Casablanki, choć opcja „made in china” równie możliwa.

dziwne światełka tu..

i całkiem dużo tam..

Ludzie siedzą na trawie. Dla mnie trochę za zimno. Morze nastolatków! Całe rodziny, lub też częściej trzy, cztery kobiety z rodziny z dziećmi. Także z malutkimi dziećmi. A jak głosi strona www festiwalu, wstęp powyżej 12 lat.. a któż by się tam takimi szczegółami przejmował.. ? Tu w Maroku nikt się nie przejmuje, i też nikt nie sprawdza, a policji dużo!

Ludzie przychodzą i przynoszą ze sobą białe krzesełka ogrodowe. Stoją. Także popularne są małe „krzesełka hammamowe”, wyglądające jak małe krzesełka dla dzieci, coś a‘la mini taborety.

podczas występu Majidi Al Roumi z Libanu

Rok temu, ósmego roku odbywania się festiwalu miał miejsce tragiczny w skutkach wypadek, gdzie podczas występu jednego z marokańskich wykonawców zginęło 11 osób, widzów. Miało to miejsce na stadionie nielubianej drużyny piłkarskiej FUS.

W tym roku porządku, ładu i sprawnego przemieszczania się ludzi pilnuje niezliczona liczba policji. Dodatkowe jednostki zostały ściągnięte z całego kraju. Nikt nie chce dodatkowego skandalu związanego z bezpieczeństwem na festiwalu, szczególnie na tak dużym jakim jest Mawazine.

W tłumie policja na cywila i nie na cywila. A że pora już późna, po 23:00 i biorąc pod uwagę fakt iż chadzają tak, w tą i z powrotem, znudzeni i znużeni, pilnując porządku mniej więcej od 14:00, spacerują teraz w parach i rozmawiają bo nic złego się nie dzieje. Niektórzy policjanci „ewakuowali” się ukradkiem na dzielnicę. Można ich spotkać pod którymś z ulicznych barów z kanapkami, smażonym mięsem lub zwykłą marokańską zupą.

Spośród występów które do tej pory się odbyły najbardziej przypadł mi do gustu ten, który dał Majed Al Mohandes urodzony w Iraku, w Bagdadzie. Występował ze swoim zespołem. Część muzyków, z różnego rodzaju bębenkami, ubrana na biało, pochodziła z jednego z Krajów Zatoki, na co wskazywałyby ich stroje.
To muzyka bardziej skomplikowana niż europejska, czy z Stanów, na dwa. Arabska melodia jest dużo trudniejszy do wykonania a dla naszego europejskiego ucha jakże inna.

Ta muzyka mnie oczarowała.

Pani zapowiadająca wykonawcę i utwór ‘Atwassal beek’ ubrana jest w tradycyjny marokański strój wyjściowy, rodzaj kobiecej sukienki wieczorowej nazywanej TAKCHITA.

poniedziałek, 24 maja 2010

Festiwal i wokół festiwalu

Przed pierwszym koncertem w dzielnicy w której mieszkam cuda się działy. Najstarsi mieszkańcy nie pamiętają takiego święta aby na ulicach widziano pojazdy czyszczące.. A tu proszę! Pierwszy koncert wieczorem a prace porządkowe na przyległych ulicach trwały już kilka godzin przed..

duża wersja tego co u nas w Polsce "poleruje" podłogi w supermarketach, tu poleruje ulice.. 

 
szybka akcja: skok w biegu i już na piechotę zbieranie pojedyńczych śmieci..

Jakie do tego były komentarze? „A może ktoś ważny będzie przejeżdżał tędy na inaugurację występów i zauważy że 'ta' firma nic nie robi. Maroko to kraj hipokryzji.” - powiedział pewien mieszkaniec miasta.

W poprzednich latach wszystkie sceny muzyczne festiwalu lokowane były w Rabacie, jako że festiwal jest wydarzeniem stolicy. W tym roku po raz pierwszy także miastu Salé przypadła jedna ze scen. Na miejskiej plaży, oddzielonej zaledwie nurtem rzeki Bouregreg od Rabatu, mają miejsce występy rodzimych wykonawców, bo jak głosi nazwa jest to Moroccan stage.

plaża i miasto Salé

Na plaży pojawił się także olbrzymi BRET (czajnik na herbatę) promujący najpopularniejszą markę dostępnej w Maroku herbaty – ja jako konsumentka poznaję, poznaję :) Tak, wszyscy w Maroku kochają herbatę, Marokańczycy czy obcokrajowcy, bez różnicy! Ostatnio nawet znajomy Japończyk mieszkający tu od kilku miesięcy, podzielił się ze mną swoimi przemyśleniami. Przyzwyczajony do japońskiej zielonej herbaty bez cukru teraz używa także herbaty a’la Maroko, bo jak mówi „gdy jestem zmęczony ta herbata przywraca mnie do życia.” Świat zwariował! Wszyscy kochają ten cudowny cukier! :)

 
za olbrzymim czajnikiem widoczny stary cmentarz Salé, dalej podświetlone mury miejskie i bardziej w głębi poteżny minaret Wielkiego Meczetu