sobota, 3 grudnia 2011

Marokańska codzienność - zdjęcie


Gdy zwiedzajacych juz nie ma. Grudzien w Rabacie. Ulubione miejsce turystow - kawiarnia w Oudaya na ktora mozna sie nadziac przechodzac bezposrednio z malego ogrodu andaluzyjskiego. Kawiarnia z widokiem na rzeke i przeciwlegle miasto Sale.

niedziela, 27 listopada 2011

31 sierpnia

Jezeli dobrze pamietam to byl to pierwszy jakby wolny dzien, jakby niedziela. Tamtej srody juz nikt nie poscil, skonczyl sie ramadan i ludzie chcieli wyjsc na miasto. Mieli na to energie i checi. Dla niektorych dzieci byl to ostatni dzien wakacji. Leniwe popoludnie.

nadrzeczny deptak Rabatu, za 'wzgorzem' w oddali juz ocean

to tu mozna sie napic kawy w jednej z dwoch kawiarni, Venezia Ice zamknela swoja, trzecia kawiarnie.zastanawiam sie dlaczego? (pozostala oczywiscie pobliska Venezia Ice na dworcu kolejowym)

'wodni taksówkarze' poza tym że przewożą to też w wolnych chwilach łowią

maly pomost na 'lodzie osobowe' - stad mozna zlapac takie wodne taxi na drugi brzeg rzeki, a tam juz nie Rabat, a miasto Sale

mała i prowizoryczne czasowe wesole miasteczko

mała

poniedziałek, 21 listopada 2011

Wesoło spędzać czas.

filmik z serwisu hespress


Zblizaja sie wybory parlamentarne w Maroku. Kampanie wyborcze trwaja. Te uliczne tez. Na wesolym filmiku kampania jednego z najbogatszych w Maroku. Ludzie wykrzykuja jego imie i tancza tak jak to sie w Maroku tanczy i rytm tez prawdziwy, tylku tu sytuacja nieco inna..
Na witrynie informacyjnej duzo komentarzy jest pod tym filmem. Ludzie zartuja, zastanawiaja sie 'Ile ci bracie zaplacili ze tak tanczysz?'
Wszyscy wiedza o co chodzi a i tak w to graja. W Maroku bezrobocie wysokie, te poznane i te calkiem ukryte, duzo ludzi nudzi sie w swoim bezrobociu, wiec nietrudno jest znalezc chetnych do takich malych promocji..


piątek, 11 listopada 2011

Czas daktyli i wyjazdow..

Czas nowych tegorocznych daktyli. Jesien w pelni. Oaza Erfoud organizuje wydarzenie daktylowe. Wlasnie trwa a mnie juz tu nie ma. Wyjechalam w srode, wyjechalam po 2 latach. Na pewno jeszcze wroce, nie by mieszkac i pracowac, ale by zobaczyc wiecej ten fascynujacy, naprawde turystycznie bardzo atrakcyjny skrawek polnocnej Afryki.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Dzisiejszy rytual

Caly dzisiejszy dzien wypelnia mieszkancom Maroka rytualy swieta Aid al Adha czyli rytualne zabicie zwierzeta skladanego w ofierze Bogu, na pamiatke ofiary jaka Ibrahim (Abraham) zlozyl Bogu w postaci baranka a nie swojego syna. Brzmi znajomo? Tak, to ta sama historia ktora opisuje rowniez Biblia.
W Maroku rodziny kupuja glownie barany, rzadziej kozy a na samym koncu jest owca. Bogaci moga zdecydowac sie na ofiare z krowy/cielaka lub wielblada.
Ludzie ktorych nie stac na taki wydatek sa zwolnieni z tego religijnego obowiazku.
Marokanczycy lubia to swieta. Wszyscy wrecz go wyczekuja. To swieto rozciagnie sie na wiele dni, wiele dni konsumpcji miesa pod postacia najrozniejszych potraw..

zdjecie pochodzi z internetowego serwisu hespress
osoby na zdjeciu ubrane sa w tradycyjne odswietne stroje

Po porannej modlitwie nastepuje czas na ofiarowanie. Co roku w telewizji transmitowany jest na zywo akt ofirowania dwoch zwierzat, baranow, z dziedzinca meczetu, znajdujacego sie w obrebie terenu palacowego w Rabacie. Pierwsze zwierze zabijane jest przez Krola Maroka, drugiego ofiarowania dokonuje duchowny muzulmanski meczetu.

Przygotowania

Przygotowania do dzisiejszego swieta Aid al Adha zaczelo sie kilka dobrych dni wczesniej. Lokalne sklepy zaczely oferowac produkty okolobarankowe.. wszystko koncentrowalo sie wookol nadchodzacego miesa i jego pozniejszej powiedzmy obrobki, a nie chodzi tu o kilka kilo, a raczej o 'wieksze ilosci', a wiec i przygotowania musialy byc konkretne i do rzeczy.

zaczelo sie od stawiania namiotow na coroczny targ baranow i koz

toporki, haki, pompki, prowizoryczne podreczne i co wazne tanie grille byly wszedzie

do grillowania potrzebny wegiel, a jesli baran jest juz kupiony- potrzebuje cos do jedzenia, np. siana..

..lub ziarna

przyda sie tez dodatkowy tajine (tradycyjne gliniane naczynie do gotowania)

niedziela, 30 października 2011

Wrzesniowe i pazdziernikowe

Jeszcze niedawno widzialam w sklepie dojrzale nashi, ktore pojawily sie we wrzesniu. Owoce nashi wygladaja jak niewielkie jablka, sa mniejsze, lekko pomaranczowe i idealnie okragle. Skorka jest nakrapiana. Polki sklepowe informuja ze to produkt lokalny.


Zglebilam nieco temat z wikipedia ktora podaje ze nashi  to rodzaj gruszki pochadzacej z Azji. teraz widocznie uprawianej takze w Maroku. Czasem ja, jak tez i ludzie stad nie wiedza czy owoc jest lokalny, lokalnie wychodowany i pochodzacy z Maroka czy nie. Globalizacja to byc moze.
Owoc w kontakcie z naszymi zebami przypomina gruszke, smakuje bardziej w kierunku jablka.


Dojrzale nashi ma zachwycajacy posmak slodkiego bialego wina.
Nashi znane jest pod kilkoma nazwami. Jablkowa gruszka (apple pear) jest chyba najciekawsza i najtrafniejsza z nich.
Wrzesniowe i pazdziernikowe jablka, granaty i awokado. Pojawiaja sie na ulicznych stoiskach, ustawione w geometryczne stozki w supermarketach, zapelniajace waskie uliczki mediny. Pojawiaja sie i znikaja. I tak na dobra sprawe mozna powiedziec ze przez caly rok na jakis owoc sie natkniemy.Mrozonki. Nie tego sie tu nie praktykuje, tego sie nie kupuje. Byloby to stanowczo za drogie rozwiazanie dla przecietnego mieszkanca Maroka.
Tegoroczny wysyp daktyli sie zaczal. Suszone figi juz tez sa!

środa, 12 października 2011

Z widokiem na cmentarz

Bardziej poetycko mozna by powiedziec ze z widokiem na doline i rzeke odzielajaca miasto Rabat od miasta Sale, z widokiem na autostrade*, z widokiem na niepewne dzielnice, z widokiem na przepastne polacie wyschlych na wior pol i lak i trawy.


Niestety, jest to kawiarnia z widokiem przede wszystkim na cmentarz, a widok to dobry i nie byle jaki. Kawiarnia nowa, niedawno otwarta. Kawiarnia nie z dobra kawa. Nie. Kawiarnia z widokiem. Albo dobra kawa albo dobre miejsce i byle co serwowane, takie zasady panuja w Rabacie. Tu mamy przyklad klasyczny z przywiazaniem kawy do miejsca.
Siadamy w ogrodku. Obok kilku panow a'la buissnes'manow. Prosze bardzo, i posypaly sie niezdarnie klecione zdania, o zgrozo i pomsto z jakimi bledami do hiszpansku. Pan recytujacy byl z siebie niezmiernie zadowolony. Byla to relacja z rozmowy kwalifikacyjnej? Testu poziomu w szkole jezykowej? Szkolenia? Nie wiem. Na stoliku lezal takze folderek niebieski British Council, a wiec uczymy sie, uczymy. Angielski zrobil sie teraz jakos w Maroku bardzo potrzebny i calkiem niezbedny. Wypada mowic, wypada chociaz rozumiec.

A wiec siedzimy i patrzymy. Przed nami pochylosc terenu i kilku metrowa skarpa? i jeszcze troche w dol i mamy posciskane do siebie bloki osiedla Fadisa, ktore to uwazane sa za dobre miejsce, nie tanie nie drogie. W klasyfikacji ogolnoprzyjetej, tej tkwiacej w umyslach mieszkancow Rabatu jest gdzies zaraz za dzielnica Hay Nahda, i duzo bardziej za dzielnica Agdal. Tak w skrocie. I dalej cmentarz. Bialy z nagrobkami, czyli nie do konca taki jak powinien byc naprawde. Powinno nie byc wcale nagrobkow, powinno byc skromnie, ale nie jest. Ludzie nie zawsze i nie we wszystkim surowo przestrzegaja wskazowek religii. Teoria i praktyka codzienna.

Dalej mamy autostrade ktora da sie slyszec pijac kawe, dzwieki te przytlumione dobiegaja z oddali. Autostrada biegnie daleko, daleko, az znika w kierunku Fes'u. Trzy-cztery godziny drogi i jestesmy w bylym miescie rodzacej sie nauki, w Fes'ie. Teraz juz tylko bylym, bo teraz gdzie indziej trza sie kierowac po nauke, bynajmniej nie do Fes'u. Teraz do Fes'u kieruja sie przede wszystkim turysci, kierowani tam uparcie przez wszelkiego typu przewodniki.


___________________________________________________________________
* Maroko ma wiecej dobrej jakosci autostrad niz Polska w tzw. Europie

niedziela, 9 października 2011