sobota, 10 kwietnia 2010

Wiosna w Maroku


Wiosna w Maroku trwa zaledwie kilka tygodni, można jej nie zauważyć.. To taka krótka przejściowa pora pomiędzy zimą a latem. Gdy kończą się deszcze a zaczyna być już na dobre ciepło (powyżej 20 stopni) pojawiają się kwiaty i zakwitają na krótką chwilę drzewa. Już niedługo wszystko zamieni się w jednolitą zieleń pory letniej.

Czerwony kwiat widoczny na zdjęciu to dobrze nam znany, jako dodatek herbat owocowych, hibiskus. Czasem można spotkać także jego różową wersję. Tu używany jest przeważnie jako żywopłot otaczający pojedyncze wille lub mury miejskie. Roślina ta jako jedyna z nielicznych utrzyma swoje kwiaty także gdy skończy się już okres wiosenny.


Szczególnie pięknie wygladają kwitnące drzewa..

..na czerwono.. choć oryginalnie z Australii, także tu w Maroku mają się dobrze..


..w kolorze białym..

Rabat leżący nad Oceanem Atlantyckim jest zawsze dość wilgotnym i wietrznym miastem. 20 stopni wiosny odczuwa się inaczej niż w Polsce. Jest po prostu zimniej. Nikt nie nosi T-shirtów lecz swetry i wiosenne kurtki czy płaszcze. Starsi Marokańczycy noszą jako odzież wierzchnią cieple i długie dżilaby. Wieczory i noce są nadal chłodne. Nieraz muszę zmienić kurtkę na cieplejszą, gdy temperatura spada poniżej 15 stopni.

 i równie efektownie.. na żółto.

sobota, 27 marca 2010

Poszukując hakawatich w Marrakechu *

Lot Alicante-Marrakech. Na pokładzie mam ze sobą książkę Hakawati. Zagłębiam się w historię Hakawatiego z tureckiego miasta Urfa. Czytam o wielowiekowej tradycji bycia hakawatim – opowiadacza historii. Znużona przeglądam magazyn pokładowy na miesiąc luty. W pewnym momencie natrafiam na artykuł o hakawatich Marrakechu – „Moroccan Tales” ze zdjęciami Stefano Torrione. Lubię takie zbiegi okoliczności.

Tych hakawatich jest siedmiu. Tylu ich do dziś zostało w mieście.

Tym razem szukałam w Marrakechu hakawatich. Szukałam ich na placu, szukałam ich miejsca spotkań, jakim jest kawiarnia znajdująca się nieopodal. Nic. Byli jak fantazma. Po prostu ich nie było. Szukałam ich na początku lutego i byłam tu także pod koniec miesiąca. Nic, jakby snujący opowieści wyparowali z Marrakechu..

główny plac Marrakechu nocą - jak zwykle pełen turystów 

Maroko ma tysiące opowieści. Maroko ma nadal swoich hakawatich wędrujących pomiędzy małymi wioskami i miasteczkami. Maroko ma nie tylko takich hakawatich..

Na placu Jemaa el-Fna (pl. Dżemaa el-Fna), pulsującym sercu Marrakechu, a można nawet powiedzieć że centrum turystycznym Maroka, można znaleźć wszystko, ale sztuką jest znaleźć hakawatich..

Plac ten to miejsce na opowiadanie historii. Setki ludzi przetaczające się z jednego jego końca na drugi. Wieczór i wczesna noc to czas na magię. Sprzedawcy wody, zaklinacze węży, wróżki i co kto jeszcze potrafi wpatrzeć lub wymyślić. W tym jednym miejscu.

Setki turystów, tłumy turystów, a mimo to miejsce to nie traci swojego uroku. Jego czar przyciąga zarówno Francuzów, Niemców, jak i Marokańczyków.

Nocą plac wypełniony jest muzyką. Od grup gnawa (typ muzyki), po pojedynczych starczych muzykantów, staruszków i ich tradycyjne instrumenty, wciąż trwających ze swoją ledwo słyszalną piękną muzyką.


Zastanawiam się czy mają oni emeryturę.. i odpowiadam sobie że prawdopodobnie nie.. Warto na nich zwrócić uwagę na tym pełnym wszystkiego placu, na placu Jemaa el-Fna.

A o tradycji hakawatich mówi Prof. Marek Dziekan:


___________________________
* w j. polskim nazywany Marrakesz

piątek, 26 marca 2010

Hiszpania: Tortilla na lotnisku..

Mam takie małe przyzwyczajenie związane z lotniskami hiszpańskimi – nie ważne tu jest miasto – ważne że hiszpańskie.

Zaczęło się niewinnie, od opóźnienia wylotu. Był do Madryt. Wiedząc że będę musiała na jakiś czas pożegnać się z bocadillo con tortilla (kanapka z tortillą), postanowiłam dla zabicia czasu poświęcić się konsumpcji. I tak się uwarunkowałam. Odtąd, gdy jestem na lotnisku w Hiszpanii nie potrafię odmówić sobie tej kanapki. To takie moje powitanie z Hiszpanią. ( w wersji pożegnania także u mnie funkcjonuje!).

 fot. Wikipedia

Początki z tą kanapką nie były jednak proste. Jak na osobę z Polski jestem przyzwyczajona do pieczywa z masłem, a tu dość gruby omlet, wciśnięty w przekrojoną poprzecznie bagietkę. Trochę za sucho jak dla mnie i jedzenie jej wymagające dość szerokiego otwierania paszczy.. Szybko jednak zmieniłam zdanie stając się jej fanem.

Tortilla de patatas to mieszanina jaj z ziemniakami i cebulą. To jej najprostsza i najpopularniejsza wersja. Hiszpanie ją uwielbiają, często przyrządzając ją w domu. Tortilla jest najczęściej wielkości domowej patelni. Jaka wielkość patelnia taka tortilla. Tortilla jest dość gruba, mniej więcej kilka centymetrów – zgodnie z głębokością patelni w której była robiona. Odnośnie patelni – w pewnym momencie przyrządzania tortilli, gdy sprawia ona wrażenie gotowej z jednej strony, następuje szybkie i zdecydowane podrzucenie całości do góry, coś na kształt podrzucania ciasta wyrabianego na pizzę, by tym razem to wierzch omletu spoczął na dnie naczynia.

Dla mnie tortilla przypomina trochę ciasto, i także kroi się ją na porcje tak jak ciasto.
fot. Wikipedia

Ja znajdowałam tortillę jako pomysł na duże śniadanie, co moi, swego czasu, hiszpańscy współlokatorzy uważali za dość dziwne. Tortilla to raczej wieczorny posiłek w Hiszpanii, może też być to obiad.

W sklepach Santiago można było dostać także gotową tortillę, nie mrożoną, ale przechowywaną w sklepowej lodówce. Tortilla ze szpinakiem była moją ulubioną. Moi Hiszpanie patrzyli na nią trochę ze skrzywieniem, nie skrywając do niej odrazy – „ Eee.. nie jest dobra.. Może być skażona salmonellą... „

Nie należała ona co prawda do najsmaczniejszych, więcej w niej było wyczuwalnych ziemniaków niż jajek, lecz było to dobre rozwiązanie na tzw. szybki posiłek pomiędzy zajęciami.. gdy w czasie sjesty wpadałam na chwilę do mieszkania, by po niespełna godzinie znowu biec na uniwersytet. Często dosłownie biec!

Tortilla to także tortilla na telefon, jak u nas pizza. Teletortilla. Firma z ulicy naprzeciwko naszego mieszkania miała niezwykle bogatą ofertę. Mała lub duża tortilla.. z boczkiem... z zielonym groszkiem..

I na koniec: W Hiszpańskich restauracyjkach można dostać tortille de patatas zwaną też hiszpańską (tortilla espanola) oraz tortilla francesa (francuzka), która jest po prostu omletem z jajek, bez dodatku ziemniaków.

sobota, 13 marca 2010

Hiszpania: Alicante - Santa Cruz

Sama nie wiem jak dostałam się aż tak daleko w poszukiwaniu muzeum archeologicznego, którego nie znalazłam.. Była to wędrówka bez mapy. Zaczęłam się wspinać w górę, aż zorientowałam się że niedaleko znajduje się zamek. Castillo de Santa Barbara zbudowany przez Maurów, na miejscu jeszcze wcześniejszej twierdzy.

Droga pięła się wyżej. Zawahałam się czy da się nią przejść - prawie dotykając wąskiego przejścia nad głową przechodnia operował dźwig.. stawiano jakieś konstrukcje.. ok., idę.. chyba zauważą człowieka..

Przemknęłam w górę.. Napotkana po drodze dziewczyna upewniła mnie że ścieżka jest do przejścia.

I znalazłam się w całkiem innym świecie.. Małe domki, kolorowe kafelki, nazwy właścicieli kolejnych numerów. Wszystko takie malutkie, kolorowe, przytulne i bardzo spokojne – jak dla dzieci.

Zauważyłam coś na kształt trasy prowadzącej do bliżej mi nie znanej Ermita de Santa Cruz (Kaplica Świętego Krzyża). Postanowiłam kontynuować..

I nagle znalazłam się całkiem blisko zamku, dostatecznie blisko na zdjęcie, lecz niestety ani dojście do niego, ani też do zagadkowej kaplicy nie było możliwe. Trasa zamknięta ze względu na remonty..
Rozejrzałam się dookoła.. klimat jakby dobrze mi znany.. południowy.. a nawet i więcej.. i ten dach domu używany jako balkon.. poczułam Maroko, leżące zaledwie po drugiej stronie morza, do którego już niedługo miałam wyruszyć.

Opuszczałam starą dzielnicę Santa Cruz by wrócić do centrum..

czwartek, 11 marca 2010

Hiszpania: Południe

Południe Hiszpanii. Jestem tu po raz pierwszy. To legendarne południe przyciąga moje myśli już od dłuższego czasu, a właściwie sprzed pierwszej wizyty w tym kraju.

To południe, które było kiedyś Al-Andalus, a może jest nadal ? , ukryte w niektórych, niezmiennych fragmentach hiszpańskich i niehiszpańskich.

Gdy wychodziłam rano z domu (był początek lutego), minus 8 stopni. Po przylocie do Alicante zmiana na 20. Byłam oszołomiona tym ciepłem. Luty.

Mówiąc znowu po hiszpańsku czułam że lubię to robić. Czyniło to teren ten bardziej przystępnym. Zawsze mogłam zapytać o drogę, o informacje dot. praktycznie wszystkiego.. od pytania o połączenie z lotniskiem do : Jak kupić colę, skoro automat nie posiada wrzutki na monety? - Aaaa.. wchuć monety do tego obok - mają to samo, wspólne wejście na monety... I faktycznie zadziałało, a już myślałam że to ja mam problem.. :)

Alicante położone jest na Białym Wybrzeżu (Costa Blanca). Niedaleko znajduje się Elche, o czym informują mijane po drodze drogowskazy pokazujące kierunek na gaje palmowe ( El Palmeral ) wpisane na listę UNESCO. Miejscowość ta, dająca imię sławnej kamiennej damie – Damie z Elche – rzeźbie kobiety skupiającej w sobie styl zmiany czasów – iberyjski i grecki. Ten kamienny posag ma coś w sobie, coś przyciągającego uwagę. Takie przynajmniej zrobił na mnie wrażenie, gdy dwa lata wcześniej ogladałam go w Muzeum Archeologicznym w Madrycie. Muzeum warto odwiedzić, bo pomimo że nie jest oszałamiające, to dla tej tylko rzeźby, grzechem jest do niego nie zajrzeć.

środa, 24 lutego 2010

Polska: Zima tego roku


Zima tego roku jest/była ciężka.. Przynajmniej tak ja ją pamiętam jeszcze sprzed wyjazdu z Gdańska. Śnieg nie po kolana, ale na pewno dużo powyżej kostki!! Zwały śniegu..

Z mojego bloku rankiem często wydostać się przez nie odśnieżony chodnik było dość zabawnie.. Ludzie w mojej okolicy, a dokładnie z otoczenia mojego bloku i kilku kolejnych, z dnia na dzień, co dzień od nowa wydeptywali wąziutką mini ścieżkę o szerokości stopy – która, zdawała się, być krótszym rozwiązaniem niż trzymanie się nie odśnieżonego chodnika.. Ale czy takim była? Nie wiem.. , ważne że codziennie wybierałam nią przechodzić. Miała w sobie to coś zachęcającego..

Śnieg jest biały. Kojarzy mi się zawsze z puchem, z czymś miękkim. Takie też właściwości śniegu znali pewni chłopcy sfotografowani przeze mnie pewnego popołudnia.

Dla mnie śnieg ma także skojarzenie z zimnem i chłodem i z wodą którą zostawia po sobie. Chłopcy bynajmniej nie tak sądzili.

Z rumieńcami od zimna, na granicy odmrożenia być może, pławili się w tym śniegu.

Ja na to ochoty nie miałam. Chyba nie jestem już dzieckiem, a może i szkoda..

środa, 27 stycznia 2010

Ulga w Auschwitz – 27.01.1945

Dziś minęło 65 lat od dnia kiedy Auschwitz przestał kontynuować swoje istnienie, wyznaczone wejściem na jego teren żołnierzy Armii Czerwonej..

„My, członkowie narodu żydowskiego, dobrze się z tą lekcją zapoznaliśmy, po tym jak straciliśmy jedną trzecią członków naszego narodu na ziemi europejskiej, która spłynęła krwią, nauczyliśmy się, że jednym sposobem obrony naszego narodu jest silne państwo Izrael i jego silna armia.”

Powyższe słowa premiera Izraela, Beniamina Netanjahu, brzmiały dość mocno na tle innych wypowiedzi i zobaczyłam w nich wojnę, odpowiedź na tamtą unicestwiającą siłę - nowa siłą.. Siła łatwo rodzi przemoc. Nie wiem czy akurat te słowa były potrzebne podczas uroczystości jaka miała miejsce dziś, na terenie byłego obozu Auschwitz-Birkenau z okazji 65 rocznicy jego wyzwolenia.

Jak powiedziała jedna z osób przemawiających, nie pamiętam dokładnie kto: „Nie zawsze silny ma rację.”

Kiedy tak się zastanawiam nad tym co miało miejsce w tym i innych obozach w czasie II wojny światowej, trudno mi ogarnąć to rozumem. Coś jak WIEM lecz równocześnie jak NIE ROZUMIEM. I ta świadomość że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Cierpienie którego nie można opisać.

Także dla kogoś z mojej rodziny kres życia nadszedł w Auschwitz, 07 września 1942 roku.

Nigdy tam jeszcze nie byłam.

Gdy w sierpniu 2009 roku, rozmawiałam z pracownikiem muzeum na terenie byłego obozu na Majdanku, jego ręka zataczała koła w powietrzu, próbując mi pokazać pierwotny zasieg obozu. Wskazywała na prawo od głównego pomnika, w stronę w kierunku miasta, gdzie stoją bloki dzisiejszego Lublina.. domki jednorodzinne przylegające do terenu obozu. „Tak, to kiedyś był teren obozu, a co znajduje się w tej ziemi, czy dokonywano tam właśnie jakiś egzekucji? .. nie, o to nikt nie pyta, nikt się nie zastanawia.”

Łatwo się zapomina.

wtorek, 1 grudnia 2009

Psychologia międzykulturowa

Wstydzę się, gdy ktoś uważający się za lepszgo ( bo z cywilizowanej i bogatszej Europy) łaskawie przejdzie się brudną ulica kraju trzeciego świata i zrobi jego meta-analizę streszczajac w kilku zdaniach całą prawdę o danym kraju/kulturze, uważając się za bystrego eksperta w ocenianiu innych. Ale niby dlaczego posiada tę nieomylność? Być może wyłącznie dlatego, że tak się mu lub jej wydaje i tyle, wystarczy..
Jest to dość zabawne zjawisko, jeśli mam być ironiczna, częściej mnie to jednak denerwuje lub poprostu wprowadza w zażenowanie..

Dlaczego właściwie jesteśmy tacy lepsi? Z Europy?
Czy można poznać jakiś kraj, kulturę jaką współtworzą ludzie tam mieszkający, jeśli nasz pobyt w kraju tym ogranicza się do siedzenia na terenie hotelu, tzw. getta dla ludzi nie zainteresowanych tym co poza. Lub czy można poznać kraj, jeśli przejedzie się go rowerem, powiedzmy w ciągu kilkunastu dni, zatrzymując się gdzieniegdzie na kawę i nocleg, czy też być może w ciągu kilkudniowego pobytu podczas zwiedzania i pstrykania fotek,, przelatujac
w szalonym tęmpie napotkane miasta, 1 miasto na dzień ?
Tak właśnie wiele osób staje się ekspertem... i jest to trochę smutne.. bo tworzy dużo półprawd i pogłębia stereotypy..

A co mnie to obchodzi - powie ktoś. Wyjdę poza mury białego wysokiego hotelu, przejdę się po egzotycznej głośniej, buchającej orientem ulicy i po kilku spojrzeniach już wiem - tak.. tu jest tak.. to znaczy.. to .. jak tak patrzą .. to myślą sobie na pewno to.. i w ogóle to jestem lepszy bo mam białą skórę i jasne oczy (może niebieskie?), jasne włosy (może blond?) a oni się na mnie patrzą??.. bo wszyscy mają ciemniejszą skórę i ciemne włosy .. Pewnie chętnie by się ze mną zamienili..

I tym tokiem myślenia podążając już wie się wszystko. Po 2 tygodniach wraca się do kraju.. o tu.. tu na fotografii stoi kobieta.. pewnie ją mąż bije jak twarz odsłoni..
A jak mnie sprzedawca w sklepie naciągnął, czyli oszukał, to znaczy że wszyscy „oni” są tacy sami – niedobrzy.. i ...
A tu dzieci bawią się w śmieciach.. brudne ale chyba szczęśliwe..

A czy dla dziecka ma znaczenie czy jest czyste czy ubrudzone jeśli dobrze się bawi ??

Dobrze, że jest coś takiego jak psychologia międzykulturowa. Dlaczego oni tak żyją? Dlaczego takie maja zasady? W jaki sposób oceniają? Co jest ważne? Do czego się dąży? W jakich kategoriach się myśli?
Warto trochę oderwać się od tego co się zna, swojego kraju, mojego sposobu myślenia i kategoryzowania i poobserwować i spróbować zrozumieć, spróbować posłuchać, porozmawiać.. poczuć i zostawić sobie margines na rzeczy których nie można wytłumaczyć..
Dlatego lubię psychologię międzykulturową, choć, by trafnie rozumieć prawa innego świata nie jest ona niezbędna.

niedziela, 1 listopada 2009

Znowu w Maroku!

Ten pierwszy post mojego bloga, w 13 fragmentach, pisałam w Maroku (03.2009-05.2009) na wolontariacie w lokalnym stowarzyszeniu w miescie Sale. Wolontariat ten to długa i kryminalna historia, którą zamieszczę w przyszłości na blogu..
A więc post ten zawiera moje pierwsze spostrzeżenia dotyczące tego kraju i jego kultury, jakie w danej chwili wtedy skłaniay mnie do zastanowienia.
Był to mój trzeci raz w Maroku, które po raz pierwszy odwiedziłam w lutym 2008, a teraz jest częścią mojego życia..
Zapraszam do lektury !

Wiosna
20 stopni, słońce które jest jak podczas polskiego lata, a to przecież marzec.
Sezon na zielony groszek i soczyste słodkie pomarańcze. W końcu to Afryka.
W Fes kupiłam kwiaty pomarańczy - nadają aromatu herbacie, mają intensywny i zarazem łagodny aromat.
Odpoczęłam po podróży - Gdańsk - Frankfurt Hahn - Fez.
W samolocie siedziałam niedaleko dwóch młodych matek, jedna całkowicie osłonięta przed światem, druga zdecydowana na nie zakrywanie jedynie oczu..


Miasto
Maroko to słońce, nawet zimą.
Rabat - miasto zdawać by się moglo jakby europejskie, lecz nie do końca. Pomarańczowe mury otaczają centrum, którego ulice są szerokie i słoneczne. Białe budynki. Duża biała katedra w centrum, budynek przypominający ten w Casablance (już nie używany). Katedra to zatoka chrześcijan, miejsce niedzielnego spotkania znajomych. Francuski to język liturgii. Uczestnicy - większość, może 85 procent pochodzi z Czarnej Afryki, ktoś z Maroka oraz ludzie z Europy. 11:00 , gdy miasto jest spokojne, prawie bez ruchu, uśpione. Wnętrze jest chłodne, podczas gdy na zewnątrz słońce staje się coraz bardziej wyraźne..


Cień
Cień jest bardzo ważny. Ułatwia życie, pozwala pozostać na zewnątrz na długi czas. Cień pozwala chodzić, spacerować, można coś załatwić w ciągu słonecznych godzin.
Najlepsze są wąskie, na 3 metry uliczki, całe z betonu, którymi są oddzielone ciasno budowane domy. Tak wygląda tradycyjna, raczej biedna arabska dzielnica. Rabat.
Taka dzielnica daje możliwość zaobserwowania życia.

Być mężczyzną
Bycie mężczyzną oznacza, że trzeba w pewnych sytuacjach to pokazać, zademonstrować..

Płeć
Maroko rozdziela płcie: mężczyźni - kobiety.
Maroko rozdziela wiek-status: starsi - młodsi.
Podział jest wyraźny, obserwowalny i nieprzekraczalny (w wielu sytuacjach).

Narzeczona
Narzeczona dostanie od swego lubego całkiem sporo.
Kaftan (ozdobna arabska szata kobieca), buty, pierścionek (podwójny jest teraz w modzie, zloty), inne tego typy przedmioty oraz coś do jedzenia, w ilości dla całej rodziny, jak mleko, daktyle czy góra słodyczy. Prezentów dla narzeczonego nie przewiduje się.

Rodzina
Rodzina arabska jest zawsze blisko, pomimo konfliktów czy nieporozumień. Szczególnie jest to widoczne w trudnym okresie.
Rodzina jest z drugiej strony niebezpieczna. Może skrzywdzić bardziej niż obcy. Wewnątrz rodziny konfliktu się nie demonstruje otwarcie, a problemy się ukrywa. Jeśli członek rodziny krzywdzi, to trudno się bronić czy odegrać.
Rodzina jest ważna. Rodzina jest trwała. Rodzina jest na zawsze.
Nie ważne jakiego rodzaju jest problem- to przecież rodzina... nie można myśleć wyłącznie o sobie..

Kultura
Im bardziej trudne życie, tym kultura bardziej agresywna. Im trudnej przetrwać podczas ciężkiej sytuacji materialnej, tym trudnej znaleźć pomoc z jakiejkolwiek strony.
W trudnej sytuacji ludzie uczą się prosić i robią rzeczy, nie pytając się zbędnie o godność.

Korupcja
Maroko to coś więcej niż korupcja na prawie każdym szczeblu instytucji, uniwersytetu, firmy...
Stowarzyszenia i organizacje to nie wyłącznie te działające w imię idei, ale często dla realizacji pojedynczych, osobistych celów osób tam zatrudnionych - by utrzymać posadę, by zarobić, by odłożyć trochę pieniędzy, by zyskać znaczenie i dobrą opinie, by nadużywać i wykorzystywać innych – zdąża się także..

Ludzie..
Ludzie są otwarci, lubią żartować, nawet w poważnej sytuacji .. są bezpośredni..
Ile masz lat? Co lubisz w Maroku? Jak długo tu jesteś?
Poczucie humoru można zauważyć także na klipach arabskich księżniczek czy śpiewających właścicieli drogiego samochodu i grubego portfela.. przyciągających swoim czarem i urokiem młodsze dziewczęta...

Relacje
W sytuacji gdy dziewczyna musi mieć zawsze coś w zanadrzu, nie można mówić o całkowitej szczerości w relacji. Trzyma ona kilku chłopców w pogotowiu, w razie czego, by moc w przyszłości wybrać jednego z nich na męża. Panowie o sobie oczywiście nie wiedzą. Gdy dziewczyna wybierze, jeden będzie szczęśliwy, a reszta, nieważne że czekała i została zapomniana, jej czas minął, już nie jest potrzebna - więc bez zbędnych sentymentów- do widzenia. Zaufanie to poważny problem.

Praktyki dot. jedzenia
Wiele jest owych, i nie wszystkie wydają się komuś z Europy Wschodniej uzasadnione czy racjonalne.
Nie je się - wnętrza pieczywa (bo tuczy), pianki na cappucino (bo jest niezdrowe), wnętrza marchewki czy otoczki bobu (są ciężkostrawne).
Istnieje wiele rozmaitych praktyk, które wydają się być nie po drodze z zdrowiem na przyszłość... lub tylko tak mi się wydaje...?

Powietrze
Powietrze jest bardziej rześkie (nad Oceanem), lżejsze.. łatwiej się oddycha, nie czuje się tego.


W Maroku czujesz swój oddech, jest to praca. Proste czynności łatwo męczą, i mniej się zrobi..
Tu trudno być samotnym - być samym na ulicy.. to niemożliwe.. zawsze kogoś się spotka.. zawsze gwar.. zawsze życie!

Trudno jest się zmusić do pisania bloga gdy jest gorąco..